Zupa-krem z zimowych warzyw w środku lata

Jestem trochę na bakier z zupami, co nie do końca pasuje do stereotypu przeciętnego Polaka. Stereotypy stereotypami, ale wychodzę też z założenia że one skądś się jednak biorą, a większość znanych mi osób ma wrażenie, że obiad bez zupy jest niekompletny, a świadomość posiadania w kuchni garnka pełnego zupy jest z kolei niezwykle kojąca. Może to takie comfort food po polsku.
Latem większą popularnością cieszą się raczej chłodniki i wszystko to, co pozwala chociaż nieznacznie się orzeźwić. Kiedy jednak lato jest takie, jakie jest - i pozwala na zjedzenie deszczowych truskawek i raczej zachęca do wypijania hektolitrów gorącej herbaty - myśl o podgrzewaniu w kółko garnka pełnego tej gęstej, rozgrzewającej zupy jakoś pozwala przeczekać kilka chłodniejszych, deszczowych dni. Przez długi czas wszystkie moje zupy-kremy zdecydowanie bardziej przypominały te pierwsze, a celem zwiększenia możliwości rozgrzewających chciałam uzyskać efekt odwrotny. Dopiero po jakimś czasie wymyśliłam rzecz bardzo prostą, a efektywną - szczegóły poniżej.
Zimowa zupa-krem na chłodne lato
1,5-2 szklanki rosołu*
3 duże ziemniaki
1,5 dużej pietruszki
1/4 dużego selera
2,5 duże marchewki
ok. 1/2 szklanki zielonej części pora pokrojonego w półksiężyce
do wywaru: 4 ziarna czarnego pieprzu, sól do smaku
Do rosołu (*lub w wersji na skróty wodę +kostkę rosołową) wrzucić pokrojone w sporą kostkę warzywa i por. Dodać pieprz, posolić, zagotować - a następnie zostawić na małym ogniu i gotować do miękkości (zwykle trwa to ok. 45 minut - 1,5 godziny). I tu właśnie jest ten prosty, a bardzo pomocny skrót - zamiast miksować od razu całość warzyw z wywarem, odlewam część płynu do szklanki. Jeśli krem jest zbyt gęsty, dolewam - w drugą stronę to raczej nie działa ;) Potem doprawić do smaku świeżo zmielonym pieprzem i zmieloną papryką chili. Ja najbardziej lubię tego typu zupy z nieprzyzwoicie maślanymi grzankami.
Tak naprawdę to od was zależy czy będzie to bardziej zupa marchewkowa, krem z ziemniaków czy błotna zupa z pora w stylu Nigelli. W mojej wersji jest niewiele selera, bo po prostu za nim nie przepadam - wypróbujcie tę wersję, która smakuje wam najbardziej. 

4 komentarze:

  1. W naszym klimacie zimowa zupa czasem się przydaje i latem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza ostatnio, po śnieżnej Wielkanocy nie bardzo wiadomo czego się spodziewać ;)

      Usuń
  2. Pycha! U mnie takie zupy są na tapecie od września aż do maja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja im daję szansę nawet w środku lipca :D Choć przyznaję, że jednak czekam z nimi na te bardziej deszczowe dni ;)

      Usuń