Czy meatballs z pieczarek to nadal meatballs, czyli pieczarkowe pulpeciki

Z jakiegoś powodu ostatnimi czasy w kategorii comfort food wygrywa u mnie makaron z sosem pomidorowym. 
Lubię też, pomimo całej czaso- i energochłonności związanej z ich wykonaniem, makaron z dodatkiem w postaci różnego rodzaju pulpecików (co to za niewdzięczne słowo swoją drogą jest. Pulpet nie dość że nie kojarzy się fortunnie, to jeszcze od razu nasuwa bezpośrednie skojarzenia z klopsem. A stąd to już niedaleka droga do koszmaru stołówek pt. pulpet w sosie pomidorowym, serwowany obok wodnistych ziemniaków). Dotychczas były składową tylko i wyłącznie tego dania -> klik - tyle tylko, że ja jednak niespecjalnie lubię czerwone mięso. Zaczęłam szukać alternatywy i okazało się, że meatballs bez meat nie są wcale aż tak niszowe, a jedynym czynnikiem ograniczającym fantazję zdaje się być tylko ilość dostępnych warzyw.
Tym razem wybrałam pieczarki i chociaż podchodziłam do tego eksperymentu raczej z nieufnością (jak bowiem dowodzą moje ostatnie doświadczenia, tym właśnie powinny cechować się moje kulinarne przedsięwzięcia), ostateczny efekt zaskakuje bardzo pozytywnie. Z jakiegoś powodu z zewnątrz są o wiele bardziej chrupiące niż te przygotowane z mięsem, a w środku pozostają delikatne nawet kolejnego dnia. Słowem, zdecydowanie warto - i zawsze to dobry pomysł na piątkowy obiad kiedy przejedzą się Wam już naleśniki, kotlety z jajek i makaron z serem. 
Pulpeciki z pieczarek
1 jajko
sól, pieprz
500g pieczarek
3-4 łyżki bułki tartej
3-4 łyżki płatków owsianych górskich
Dwie gałązki świeżej, posiekanej pietruszki
+ olej rzepakowy do smażenia
Pieczarki umyć, zetrzeć na tarce o grubych oczkach i podsmażyć na patelni z dodatkiem soli i pieprzu. Poddusić do miękkości, zostawić do wystygnięcia. Następnie wbić jajko, dodać bułkę tartą, płatki owsiane i pietruszkę; masa powinna dać się swobodnie formować, jeżeli nie chce się kleić - można dodać jeszcze trochę płatków lub bułki tartej. Gotowe pulpeciki obtaczać delikatnie w bułce tartej i smażyć na rozgrzanym oleju na złoty kolor. 
Najlepsze są na ciepło z makaronem, ale równie dobrze smakują jako nadzienie do kanapek, z dodatkiem sosu pomidorowego. 

Coś jakby pożenić Wielkanoc z Bożym Narodzeniem, czyli kruche ciasto przekładane serem, makiem i prażonymi jabłkami

Spotkania okołoświąteczne są doskonałą okazją do zgromadzenia i zaktualizowania wszelkich niezbędnych informacji o bieżącym stanie rodzinnym. Niezbędne to rzecz jasna pojęcie czysto subiektywne, zatem informacje potrzebne do przetrwania niektórym jak tlen innym uczestnikom spotkania wpadają jednym uchem i wylatują drugim, gdzieś pomiędzy dokładką wielkanocnego sernika a opowieścią o nowo zakupionym samochodzie. 
Centrum rodzinnego zainteresowania zwykle przenosi się z roku na rok na kogoś innego, zgodnie z bieżącymi zdarzeniami. Nie mniej istotną kwestią takich zebrań jest również jego aspekt kulinarny, zwykle w takim sezonie mocno nacechowany akcentami ajerkoniakowymi i sernikowymi. O ile w przypadku Bożego Narodzenia repertuar wypieków mamy dość stabilny i wszelkiego rodzaju wariacje to albo efekt przypadku (i zakupów bez kartki) albo wypadków (rozpadnięty biszkopt, połamane kruche spody), tak Wielkanoc zwykle jest czasem różnych eksperymentów. Raczej nie pieczemy warstwowych ciast wymagających przygotowania kilku osobnych blatów (z prostej przyczyny - logistyka tego zadania sprawia, że jeszcze przed wyjściem po składniki rozważam czy na pewno mam na to ochotę), dlatego święta są dobrą okazją do poćwiczenia takiego wypiekowego origami.

W tym cieście jest wszystko. Jeśli jeszcze Wam może tęskno za klimatem Bożego Narodzenia, ale wyglądacie już trochę wiosny, a najlepiej to lata - przekrojenie tego ciasta odkrywa po kolei każdą z warstw odpowiadających (przynajmniej moim) skojarzeniom z poszczególnymi porami roku. Jest tutaj i makowiec, i sernik, i szarlotka. Wszystko otoczone od spodu i góry kruchym ciastem i posypane cukrem pudrem.
To ciasto ma miliard kalorii. Ma cukier puder, mak z puszki, pszenną mąkę przełożoną posłodzonym serem, choć i tak z dzieliłam na pół ilość sugerowaną przez autorkę. Jest przy tym również tak pyszne, tak babcine w charakterze i przywodzi na myśl tyle dobrych wspomnień, że spróbowawszy go po raz pierwszy na dobre zapomina się o sukience w rozmiarze xs, która nadal czeka w szafie na lepsze czasy. 


Kruche ciasto z serem, makiem i jabłkami
Kruche ciasto:
3 żółtka
100g masła
100g margaryny
100g cukru pudru
400g mąki pszennej
3-4 łyżki śmietany 18%
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Mąkę wysypać na blat, dodać posiekane zimne masło i margarynę. Dodać żółtka, śmietanę, cukier puder i proszek do pieczenia, zagnieść gładkie, nieklejące się ciasto. Podzielić na dwie części, jedną upiec w dużej blaszce na złoty kolor (ok. 15-20 minut). Drugą część ciasta podpiec przez ok. 5-10 minut, do momentu gdy nabierze lekko rumianej barwy. Następnie: na upieczony i lekko ostudzony spód wyłożyć masę makową - ja używam gotowej. 
Masa serowa:
5 jajek
100g masła
100g cukru pudru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
500g sera (może być zmielony, wiaderkowy)
W mikserze utrzeć masło z cukrem pudrem. Jajka rozdzielić, z masą utrzeć tylko żółtka. Dodać ser oraz mąkę ziemniaczaną, utrzeć na gładką masę. Ubitą pianę z białek dodać do masy serowej, delikatnie wymieszać i wyłożyć na masę makową. Piec przez około 50 minut w temperaturze 180 stopni Celsjusza.
Masa jabłkowa:
1 kg jabłek
1 galaretka pomarańczowa
Jabłka umyć i obrać, zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Prażyć do miękkości, następnie dodać galaretkę i wymieszać, jeszcze przez chwilę smażyć. Autorka oryginalnego przepisu zaleca co prawda dodanie do masy jeszcze 100g cukru - wiele zależy tutaj od wybranych przez Was owoców. Słodkie nie wymagają dodatku słodzika, tym kwaskowym czasem przyda się jeszcze trochę cukru.
Montaż:
Gotowe ciasto powinno wyglądać tak:
- kruche ciasto
- masa makowa
- masa serowa
- masa jabłkowa
- kruche ciasto
Wierzch można potraktować polewą czekoladową lub tuż przed podaniem posypać cukrem pudrem.


Na pełnoziarnistej mące pszennej, bez pustych kalorii i wcale nie bez sensu

Chyba jak każdy miewam takie etapy, kiedy stwierdzam, że powinnam więcej ćwiczyć i lepiej jeść. Zauważyłam, że występowanie takich momentów dziwnie zbiega się w moim życiu z chwilami, kiedy cierpię na nadmiar czasu i mam ten moment w ciągu dnia, by porozciągać się z Jillian zamiast paść w płaszczu na łóżko i obliczać w myślach ile też czeka mnie snu, jeśli uda mi się wyłączyć dosłownie w tym momencie. Po pierwsze, jak każda początkująca w pewnych kwestiach osoba spędzam mnóstwo czasu na (mentalnym również) przygotowaniu do takich manewrów kuchennych. Po drugie, zwykle podczas pierwszego zajrzenia do szafki stwierdzam, że z pożądanych składników posiadam co najwyżej świeży mielony pieprz. A po trzecie, bądźmy szczerzy, za bardzo lubię puszysty biszkopt przełożony masą z gorzkiej czekolady, cukru i śmietany. Niestety.
No dobrze, mniejsza o to, nie każdy spożywa olej palmowy i cukier z dodatkiem kakao wprost ze słoika. Można również przy lodówce spożyć takie ciasto i gwarantuję Wam, że ochota na słodkie mija na długi, długi czas. 
Czekoladowo-orzechowy tort z awokado i orzechami laskowymi
Ciasto:
2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki soli
ok. 150 ml wody
100g cukru demerara
5 łyżek gorzkiego kakao
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 średnie, dojrzałe awokado
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
90g zmielonych orzechów laskowych
200g mąki pełnoziarnistej (użyłam pszennej)
1 czubata łyżka oleju kokosowego (roztopiony)
Awokado rozgnieść widelcem, a następnie umieścić w misie miksera. Dodać wodę i ekstrakt z wanilii, miksować na gładką masę. Wymieszać razem wszystkie suche składniki (przesiać kakao) poza cukrem. Stopniowo dodawać do awokado, miksować do uzyskania gładkiej masy (można dodać więcej wody, jeśli ciasto będzie zbyt suche, powinno być nieco gęstsze od standardowej masy na ciasto ucierane). Dno dwóch tortownic o średnicy 20-21cm wyłożyć papierem do pieczenia, boki posmarować delikatnie olejem. Podzielić masę na pół, upiec dwa ciasta - będzie to trwało ok. 30-35 minut, do suchego patyczka. Zostawić do wystygnięcia.
Czekoladowy krem z awokado:
szczypta soli
60g gorzkiego kakao
1 bardzo dojrzałe awokado
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
do dosłodzenia: ok. 100g cukru pudru / 3 łyżki miodu / kilka dużych daktyli medjool
Awokado, przesiane kakao, ekstrakt z wanilii, sól oraz dowolny słodzik zmiksować na gładką masę - krem powinien przypominać standardową masę do przekładania tortu, być bardzo delikatny i puszysty. Mi taki efekt udało się uzyskać za pomocą miodu i odrobiny cukru pudru - można też zmielić cukier demerara.
Montaż:
Wystudzone blaty przełożyć częścią masy i posypać w środku drobno posiekanymi uprażonymi orzechami laskowymi. Posmarować tort masą z wierzchu i tuż przed podaniem posypać grubo siekanymi orzechami.






Bakalie mają moc! Zdrowe desery z Agnex