Kalafior w wersji orientalnej - czyli renesans warzywa

Mam wrażenie, że istnienie kalafiora zauważa się tylko latem, bo jest wtedy na każdym straganie. To też ten czas kiedy szkoda jest każdej minuty na gotowanie, zatem chyba 90% tych akurat warzyw występuje w towarzystwie bułki tartej. Pozostałe 10 kończy w zupach kremach. 
Kalafior jest trochę jak ubogi krewny brokuła, ale ubrany w szykowne składniki wypada nawet lepiej od swojego zielonego krewnego. Kilka ziaren sezamu, kropla octu winnego i miód - to wszystko wystarcza w zupełności, by przeistoczyć nudny dodatek do obiadu w coś zupełnie nowego i intrygującego.
750g mrożonego kalafiora Hortex w różyczkach
sos:
2 łyżki miodu
3 łyżki octu winnego
120ml sosu sojowego
1,5 łyżki ziaren sezamu
2 małe, zmiażdżone ząbki czosnku
1/2 łyżeczki sproszkowanego imbiru
+ płaska łyżka mąki ziemniaczanej rozrobiona w połowie filiżanki wody
Kalafior gotować w osolonej wodzie przez ok. 1-2 minuty. Dobrze odsączyć, rozłożyć w naczyniu żaroodpornym. W rondelku z grubym dnem podgrzać sos sojowy, czosnek, sproszkowany imbir, ocet i miód. Do gotującego się płynu dodać mieszaninę z mąką, starannie rozprowadzić i poczekać aż zgęstnieje. Wlać sos do naczynia żaroodpornego, zapiekać przez ok. 30 minut w międzyczasie polewając warzywa sosem. Podawać posypane świeżymi ziarnami sezamu i posiekanym szczypiorkiem.

Mój dzień z Hortex

Póki trwa sezon - kanelbullar

Bułkom cynamonowym towarzyszy historia o długości równej wiekowi tego bloga. Kiedy dopiero zaczynałam uczyć się całej tej drożdżowo-mleczno-cynamonowej alchemii wydawało mi się, że stworzenie idealnie miękkich, niezbyt słodkich i delikatnych bułek cynamonowych jest oddalone o całe lata świetlne. Być może według waszych kategorii siedem lat odpowiada tej jednostce (odległości zresztą, a nie czasu, czego jestem w pełni świadoma) - zatem tak właśnie było. Uwzględniając fakt, że w ciągu siedmiu lat osoba względnie dorosła może skończyć studia, dać się kilkadziesiąt razy pognieść na koncertach, zacząć pracę i chwilowo przenieść się na inny kontynent, to jest to równie pojemna przestrzeń czasowa. Ponieważ przepis na bułki cynamonowe testuję co najmniej raz do roku (za każdym razem inny), w ciągu tych kilku lat zdołałam już się przekonać, że nie przepadam za drożdżówkami suchymi, dobrze wypieczonymi, układanymi w stosownych odstępach na blasze. Wydaje mi się, że stan moich bułek cynamonowych (najprościej określany jako ddaaaaaamn w momencie zaglądania przez szybkę piekarnika kiedy zauważam, że część wypełzła już bokami ze względu na zastosowanie zbyt małego naczynia żaroodpornego) doskonale odzwierciedla moje codzienne próby upchnięcia w nieco zbyt krótkiej rzeczywistości wszystkich planów.
Czasem się rozłazi, ale ogólnie jest całkiem przyjemnie.
Kanelbullar (na podstawie Salt&Wind z moimi zmianami)
ciasto:
80g cukru
1 duże jajko
600g mąki pszennej
250ml letniego mleka
2,25 łyżeczki drożdży instant
1/4 łyżeczki ekstraktu waniliowego
50g roztopionego, ostudzonego masła
Mleko wymieszać z drożdżami oraz łyżeczką cukru, odstawić do wyrośnięcia. W misce wymieszać przesianą mąkę, cukier, dodać jajko, ekstrakt waniliowy, masło oraz rozczyn. Zagnieść gładkie, nieklejące się ciasto, zostawić do wyrośnięcia na ok. 1/2 godziny. W międzyczasie przygotować nadzienie:
Cynamonowe nadzienie:
3 łyżki cynamonu
50g cukru demerara
4 łyżki miękkiego masła
Wszystkie składniki wymieszać razem aż powstanie gładka pasta.
Montaż i pieczenie:
Ciasto rozwałkować na dość duży prostokąt (nigdy nie mierzę z linijką w ręku - ma być tak duży, by dało się go swobodnie złożyć na pół i potem ponownie jeszcze raz na pół). Posmarować równomiernie cynamonową pastą. O sztuce zwijania można się dokształcić na youtube (np. tutaj - nie mogę znaleźć tutorialu, z którego sama korzystałam), następnie zostawiamy bułki znów na ok. pół godziny do wyrośnięcia pod suchą, czystą ściereczką. Przed pieczeniem posmarować rozkłóconym jajkiem i posypać gruboziarnistym cukrem. Piec przez około 30-35 minut, do zrumienienia.


Śniadaniowe bułki z dżemem z czarnego bzu

Drożdżowe ciasto darzę dość dużą sympatią - od niego właśnie zaczynałam swoje wypieki, a potem próbowałam odtworzyć wszystkie możliwe ciasta i słodkie bułki zjedzone w czasach dzieciństwa (które jakimś cudem potem znikły z półek - czy ktoś pamięta jeszcze dość podobne do przedstawionych na zdjęciu drożdżówki z marmoladą i grubym cukrem kryształem??). Był więc sezon bułek cynamonowych, jagodzianek, chałek z kruszonką, a potem drożdżowego bez zagniatania. Nadal szukam jeszcze przepisu na te podle słodkie struclowate ciasta, które dało się nabyć w aluminiowych foremkach. Taki jednorazowy performęs.
Przechodziłam też etap pieczenia domowego chleba (którego repertuar ograniczał się do wszystkiego, co nie wymagało przygotowania zakwasu) i bułek, a te drożdżówki są idealnym skrzyżowaniem mlecznego, śniadaniowego pieczywa i słodkich drożdżówek z dżemem. 
1 jajko
50g masła
2 łyżeczki cukru
350g mąki pszennej
szklanka letniego mleka
2,5 łyżeczki drożdży instant
Drożdże wymieszać z cukrem w letnim mleku i odstawić na kilka minut. Mąkę przesiać, dodać roztopione i przestudzone masło i jajko, potem rozczyn. Zagnieść gładkie, nieklejące się ciasto, przykryć czystą ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na ok. pół godziny. Ciasto podzielić na osiem części i przygotować bułeczki nadziewając je dżemem z czarnego bzu (zawijać w sposób dowolny - ten akurat znalazłam wśród filmowych tutoriali). Gotowe bułki przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, posmarować rozkłóconym jajkiem i piec przez ok. 35 minut na złoty kolor. 




Prozdrowotne dżemy Łowicz na śniadanie – poznaj dobroczynną moc natury taką, że Łooo!