Luty 2017 - najlepsze książki

Luty nie był najlepszym czasem pod względem konstruowania postów – zwłaszcza tych literackich – a udało mi się przeczytać jednak kilka całkiem niezłych książek, które chciałabym Wam polecić. 

Pierwszą z przeczytanych i wartych polecenia była Inna Dusza Łukasza Orbitowskiego. Trafiła do mnie w postaci e-booka, a dzięki długiemu i starannemu błądzeniu między regałami bibliotecznymi została przeczytana w wersji analogowej. Sama fabuła intryguje i przyciąga, bo złem wszelkiej postaci (zwłaszcza ukrytym pod płaszczem dobra) fascynują się chyba wszyscy. Opisane w książce zdarzenia miały miejsce w latach 90., pozostaje zatem tylko się zastanawiać czy współcześnie sprawca miałby szansę jeszcze coś dla siebie na tej sytuacji ugrać zostając kryminalnym celebrytą. To, co jest dla mnie jednak w tej książce najlepsze, to jej lingwistyczna warstwa – opowieść prowadzona jakby z dwóch stron, rozwijająca się równolegle, ale ukazana w diametralnie inny sposób. Lata 90. pamiętam całkiem dobrze i owszem, miały swój urok (doskonale się skakało w gumę w obcisłych legginsach przy Britney Spears narzekającej przy wtórze połowy szkoły, że czuje się samotna), który w tej książce również udało się autorowi świetnie oddać.

Krótką lekturą, która zresztą trafiła do mnie przez polecenie na Instagramie było opowiadanie Daniela Keyesa, Kwiaty dla Algernona. Z jakiegoś powodu nigdy nie trafiłam na tę opowieść, a to niezwykle wzruszająca historia (i niechże samo to, że używam tutaj słowa wzruszające, którego chyba organicznie nie cierpię), która skłania do przemyśleń i pozostaje w pamięci na długo po zamknięciu okładki. Książka jest wręcz hipnotyzująca – nie sposób jej odłożyć na bok, nie przeczytawszy całości. W kontekście kilkusetstronicowych opowieści, z których wyciągnąć można po długim namyśle zwięzły i miałki morał, ta króciutka opowieść pozwala rozważyć wiele rozmaitych aspektów pod zupełnie innym kątem.

Lutową lekturą była też powieść Cecelii Ahern, Love, Rosie. Obecnie mam wrażenie, że z najwyższego stopnia podium dla najpopularniejszych autorek kobiecej literatury Ahern została zepchnięta przez Jojo Moyes, a po tę akurat pozycję z jej dorobku udało mi się sięgnąć dopiero teraz – kiedy zdołano już wydać film, i który to film udało mi się w międzyczasie obejrzeć. Z tego co pamiętam jest między tymi dwoma historiami spory rozdźwięk, ale tuż po zapoznaniu się z książką chyba powtórzę raz jeszcze spotkanie z Lily Collins (always a pleasure, zwłaszcza kiedy występuje w towarzystwie Sama Claflina). Powieści o losach Rosie chyba jednak poświęcę osobny wpis, bo czekając na tę książkę od przeszło roku byłam pewna, że czeka mnie albo absolutna fascynacja książką albo spektakularne rozczarowanie.

Jedną z najciekawszych przeczytanych w lutym książek były Absurdy PRL-u autorstwa Piotra Lipińskiego i Michała Matysa. Podchodziłam do książki raczej ostrożnie, po moim ostatnim bolesnym starciu ze „Skandalami PRL-u” (tudzież czegoś w tym rodzaju, w każdym bądź razie miało być skandalicznie – a wyszło jak zawsze). Popularność tej absurdalnie barwnej w swej szarości epoki jest ostatnimi czasy wyjątkowo rentowna, co skutkuje pojawianiem się licznych związanych z nią publikacji. Problem w tym, że większość z nich rzuca na ten czas światło niezwykle ciepłe i pozytywne, wydobywając z sytuacji tak absurdalnych, że aż fascynujących, pozytywne tony. Są tutaj historie lekkie - możemy się dowiedzieć dlaczego w Poszukiwany, Poszukiwana z taką pieczołowitością „badano zawartość cukru w cukrze”. Dlaczego brakowało absolutnie wszystkiego, ze słynnym papierem toaletowym na czele. Historie pozwalające zajrzeć w życie codzienne przeciętnego Kowalskiego są jednak swego rodzaju preludium (a potem antraktem) w realnych dramatach. I to jest właśnie ta część, dzięki której ta książka zdobyła mój wielki szacunek – śmiech przez łzy z octu na półkach zastępuje tutaj przerażenie i niedowierzanie. Opresyjna rzeczywistość Polski Ludowej była o wiele bardziej brutalna, brzydka i bezwzględna niż prezentuje się to często w telewizji czy materiałach prasowych. Chętnie sięga się po przeszłość absurdalną, bo łatwo można ją wyśmiać i wytknąć jej niedoskonałości – trudniej jednak opisać żywą rozpacz, dramat rozdzielonych rodzin i problemy o wiele bardziej przekraczające trudność wynikającą z wystawania pod sklepem po telewizor. 
Najważniejsze jednak jest to, że stanowiąc swoiste kompendium, książka skłania do samodzielnego zgłębiania tematu. To umożliwia też znajdująca się na końcu kompleksowa bibliografia. Bez wątpienia będzie to jedna z moich ulubionych książek dotyczących tego tematu – obiektywna, rzetelnie napisana opowieść oparta na wiarygodnych źródłach. Oby było takich więcej.

Zaczęłam od morderczego tematu, to i morderczym tematem skończę – ostatnią przeczytaną w lutym książką była Aorta Bartosza Szczygielskiego. W pierwszych słowach wypadałoby pogratulować tak udanego debiutu. O książce słyszałam już całkiem sporo, do sięgnięcia po nią skłonił mnie także tytuł (bo to szalenie wdzięczne słowo) i ciekawość spowodowana umiejscowieniem powieści; mając do wyboru Warszawę i jej niedalekie okolice, gros pisarzy przenosi jednak bohaterów do metropolii. Okazuje się jednak, że i w Pruszkowie dużo się dzieje (jakby nie było o tym od dość dawna wiadomo). O ile ostatnio książki z kategorii kryminału jakoś miały tendencje do rozczarowywania, Aorta od początku do samego końca wciąga, intryguje i uniemożliwia odłożenie książki na bok. Jest to też rezultatem bardzo sprawnie prowadzonej narracji; w książce bowiem kolejne rozdziały pozwalają nam na spojrzenie na rozwój zdarzeń z perspektywy dwójki pozornie niepowiązanych ze sobą bohaterów, Kasi i Gabriela. Fabuła jest prowadzona w sposób – wydawałoby się – bezwiedny, ale uważny czytelnik zauważa wszystko. To trochę tak jak z filmami, w których mnóstwo jest niedopowiedzeń i kolejne elementy układanki wskakują na swoje miejsce między sekwencjami pełnymi akcji i dramatycznych zmian. Piękna to zatem książka o okrutnym temacie, której bohaterowie nie są kompletnie pozbawieni kontaktu z rzeczywistością. Paradoksalnie to właśnie te ułomności i słabości bohaterów sprawiają, że są bardzo wyraziście zarysowani i wzbudzają w czytelniku pewne uczucia – nie są tylko niewyraźnymi postaciami plączącymi się w tle. A jest to jednak, jak zaobserwowałam w ostatnim czasie, trudna sztuka.  

Podsumowując -  pod względem literackim to dobry miesiąc był. Niezbyt często bowiem zdarza się, żebym miała ochotę polecać każdą książkę, po którą sięgam, a tak właściwie stało się w tym przypadku (ponadto przeczytałam jeszcze jedną, która nie znalazła się w tym zestawieniu, a może warto jednak o niej wspomnieć, choćby w nawiasie: Projekt Matka, który może trafi do mnie bardziej na innym etapie życia). Trudno mi nawet wybrać tę ulubioną powieść, bo na finałowym podium mam niesamowity tłok.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz