Koncertowe podróże czyli zwiedzając Pragę

Na jedno nie można z pewnością narzekać przygotowując się do wyjazdu do stolicy Czech - Praga jest jednym z najszerzej opisanych w Internetowych przewodnikach europejskich miast, co zdecydowanie ułatwia zaplanowanie pobytu. Jeszcze zanim w ogóle postawimy stopę na praskim bruku (a co bardziej prawdopodobne, zanim stopa wpadnie nam pomiędzy kostki w praskim bruku) mamy szansę dokładnego wytyczenia tras i spisania w oparciu o doświadczenia mnóstwa turystów listy miejsc, do których koniecznie należy zajrzeć. Popularność Pragi ma swoje plusy i minusy; do tych pierwszych bez wątpienia zalicza się mnogość opinii o restauracjach, zabytkach, hotelach, środkach komunikacji - słowem, po prostu wszystkiego co upraszcza kwestie organizacyjne. Do grupy mało korzystnych czynników zaliczam jednak fakt, że przez Pragę naprawdę przetaczają się każdego dnia tłumy turystów. Mieszkając w jednym z najbardziej chyba oblężonych turystycznie miast Polski przyznaję, że nie mamy nawet startu do stolicy Czech. 
Kluczowe w zwiedzaniu Pragi jest przygotowanie dobrego planu. Miasto wcale nie jest małe i naprawdę, konia z rzędem temu, kto przez kilka dni tylko spaceruje i nie wsiada do metra czy tramwaju. Ja miałam jeszcze w planie jednego dnia wieczorny koncert (nie mam natomiast w zwyczaju stać w bezruchu kiedy gra Muse), dlatego plan modyfikowany był tak, żeby nie opaść z sił już w południe. Popieram zatem ideę zakupienia biletu czasowego (24-godzinnego lub 3 dniowego) na komunikację miejską - dzięki temu macie szansę zobaczyć więcej, zaoszczędzić czas i aż tak bardzo się nie zmęczyć. 
Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze jest podzielić sobie czas w Pradze na konkretne etapy (to zwiedzamy do południa, tam jedziemy po południu), uwzględniając jeszcze w tym naszym promieniu działania miejsce na jedzenie/kawę. IDEALNIE przygotowany turysta (czyli zdecydowanie nie ja) uwzględnia również wersję deszczową i słoneczną. Praga jest miastem o tyle sympatycznym, że w obydwu przypadkach trudno się nudzić.
(tu oczekiwaliśmy na możliwość wejścia do wynajętego apartamentu; muzeum jest tymczasowo przeniesione, choć ta tymczasowa sytuacja podobno już trochę trwa)
O wszelkich aspektach organizacyjno-noclegowo-podróżniczych dobrze jest pomyśleć ze stosownym wyprzedzeniem. Kwestię podróży rozpatruję z punktu widzenia kogoś ruszającego w drogę z Krakowa, co jeszcze rok temu (właśnie kiedy się tam wybierałam) wcale aż tak proste nie było. Oferta bezpośrednich przejazdów do Pragi obejmowała tylko LeoExpress (podróż prosta, ale dla mnie raczej trudna do zniesienia ze względu na Pendolinopodobny pociąg), natomiast najbliższe przejazdy PB zaczynały się z Wrocławia. Dostanie się tam wymagałoby  z kolei wyruszenia w drogę dzień wcześniej, bo czas jazdy autostradą A4 jest równie nieprzewidywalny jak huśtawki nastrojów ciężarnej Phoebe Buffay. Poza tym każda jedna opcja podróży komunikacją naziemną wiązała się z minimum 7-mio godzinną podróżą. Z różnych powodów w końcu skrystalizowała się opcja samolotowa, jednak i tutaj NIE BYŁO tak prosto. Z Krakowa do Pragi się nie lata, bo jest to chyba taka nijaka odległość - trochę za daleko na szybki wyjazd samochodem, trochę za blisko na lot. Temu właśnie podróż z Krakowa do Pragi wymaga zwiedzenia warszawskiego Okęcia. Ostatnio jeden z tanich przewoźników poszerzył siatkę krakowskich połączeń i - YAY - nareszcie będzie można polecieć bezpośrednio do czeskiej stolicy. 
(w Pradze jest mnóstwo luksusowych sklepów. Polska wydaje się być pod tym względem białą plamą na mapie - pomiędzy krajami Zachodu oraz Wschodu)
Większego problemu nie powinno natomiast sprawić przedostanie się z lotniska do centrum. Cała droga nie trwa więcej niż 35-40 minut; wystarczy wsiąść na lotnisku do autobusu, a potem (dojeżdża z tego co pamiętam na coś w rodzaju pętli) przesiąść się na metro. Stamtąd bez problemu dojedziemy już w dowolne miejsce na starym mieście. Przy stacji metra co prawda nie ma windy, ale są pracownicy oferujący pomoc przy przenoszeniu większego - lub cięższego - bagażu. Pogoda pierwszego dnia była niespecjalna, padało, było ciemno i pochmurno; dopiero po południu zaczęło się rozjaśniać. Kolejnego dnia było cieplej, a tuż przed wyjazdem sama sobie dziękowałam, że przed spakowaniem walizki jednak wybrałam szorty zamiast długich dżinsów.
Oczekiwania względem Pragi były wielkie - chyba dlatego, że tyle osób odwiedza to miasto i upiera się, że jest nieziemskie, niesamowite, piękne, że takie klimatyczne. Pod wieloma względami mi przypominało akurat Kraków i czasem miałam wrażenie, że jak jeszcze ze dwa razy skręcę w lewo to w końcu wyjdę na Rynku. Praga jest jednak o wiele, wiele bardziej rozległa i należy to uwzględnić planując wyjazd. 
Jedną z przyjemniejszych do podziwiania rzeczy jest bez wątpienia praska architektura. Mnóstwo pięknych kamienic, zaglądanie w uliczki (czasem w celu skrycia się przed tłumem) prawie zawsze wiąże się z odkryciem jakiejś wizualnie zachwycającej perełki. W całą tę warstwę zabytkowo-kamieniczkową wkrada się już nowoczesność (tu widoczna po lewej na ten przykład). Gdy skręci się z tych bardziej turystycznych szlaków i zbłądzi w rejony położone nieco głębiej, można znaleźć miejsca, gdzie dominuje właściwie już tylko szkło i beton:
Nie jestem za to przekonana do "Tanecznego Domu" - nadal nie jestem pewna, czy to działa i sprawdza się w mieście tak spójnym pod względem architektonicznym jak Praga w okolicach starówki. Tripadvisor lokuje budynek na 68 pozycji spośród 909 potencjalnych miejsc do odwiedzenia w Pradze, co uważam za nieporozumienie - jest mnóstwo ciekawszych budynków do zobaczenia, które nie kaleczą oczu. 
Za jedną z najprzyjemniejszych atrakcji Pragi uważam fakt, że spacer w dowolnym właściwie kierunku prawie zawsze zawiedzie nas w różne bardziej turystyczne okolice (co właściwie uniemożliwia zgubienie). Tak naprawdę wystarczy podążać za tłumem, bo przewalające się masy ludzkie zwykle zmierzają w stronę najpopularniejszych miejsc w mieście. To jest ten moment, w którym się zorientowałam, że Kraków jest bardzo daleko w tyle za Pragą pod względem liczby odwiedzających - nawet setki schodów i bezustanne podążanie w górę nie odstrasza setek turystów przed wspinaniem się pod Zamek na Hradczanach. 
Most Karola to oczywiście żelazny punkt na liście każdego zwiedzającego - trudno zresztą choć raz nie zaplątać się w jego okolice, bo przez niego właśnie przebiega trajektoria najprostszej trasy w kierunku Hradczan. O ile idziecie rzecz jasna pieszo, czego akurat przed wyprawą na wzgórze nie polecam - jeszcze się zdążycie naspacerować, uwierzcie. 

Mnóstwo jest w Internecie tych wszystkich prześlicznych zdjęć mostu spowitego mgłą, w brzasku wstającego poranka, z nostalgicznie zamyślonymi rzeźbami pochylonymi nad pojedynczymi przechodniami. ZAPOMNIJCIE. Jeśli przestaniecie dość szybko panikować, że tętent turystów przepływających w obydwu kierunkach rychło doprowadzi do wypadku konstrukcyjno-budowlanego, możecie podjąć próbę przejścia. Zarówno za dnia, jak i wieczorem jest to chyba właściwie niewykonalne bez:
a) użycia łokci
b) oberwania łokciem fotografującego współzwiedzającego
c) zdeptania kogoś oraz zostania zdeptanym
d) opracowania na gorąco skomplikowanego manewru wyminięcia stoisko z magnesami, gitarzystę, karykaturzystę lub sprzedawcę pocztówek
e) zatrzymania się na kimś, kto uznał że sam środek przejścia to świetne miejsce na przemyślenia natury egzystencjalnej. 
Przygotowałam się do tego mentalnie (kamery internetowe są zbawienne), ale i tak widok TYLU ludzi w jednym miejscu was zaskoczy. Jeszcze lepiej będzie wtedy, kiedy spróbujecie sobie wykonać pamiątkową fotografię.
Wydaje mi się, że jedyny sprzyjający ku temu moment w sezonie letnim to okolice między 5 a 7 rano, kiedy słońce dopiero wstaje, a większość turystów natomiast dopiero zasypia.
Poza pocztówkami, portretami, pejzażami oraz ogólnym asortymentem turystyczno-pamiątkowym na Moście Karola są też muzycy - i to jest ta przyjemniejsza część, bo z tego co się zorientowaliśmy, nie każdy może po prostu przyjść i grać. Ta piątka miała w swoim repertuarze zarówno powszechnie znaną i lubianą klasykę rocka (jak Smoke on the water), jak i standardy muzyki poważnej. Grali świetnie, spędziliśmy w ich towarzystwie dłuższą chwilę.
Na tym z kolei zdjęciu widać - moim zdaniem - to, co zwiedzanie Pragi całkiem nieźle utrudnia. Segwaye są bardzo popularnym sposobem przemieszczania się po mieście i chyba całkiem niezłą alternatywą dla komunikacji miejskiej. Fakt, że są drogie, wydaje się mniej istotny dla mnóstwa korzystających z ich dobrodziejstwa turystów. Wszystko byłoby w porządku, tylko że przy takim zaludnieniu ulic, jakie spotyka się w Pradze, ostatnie czego brakuje w tym tłumie to grupa osób jadących na Segwayach. Serio. Wolę już króliczki na rowerach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz