Viva la PRL, czyli kompot ze słoika

Słoiki to absolutnie ostatni krzyk mody. W słoikach modnie jest teraz podawać milkshake'i (koniecznie ze słomką w kolorowe paski, koniecznie nie plastikowe), owsianki, koktajle, galaretki, słowem wszystko. Inna sprawa, że jest to po prostu urocze, zatem Martha Stewart miała najwyraźniej rację, pakując w nie swoje parfaity, granity i inne -ity już pięć lat temu. Zatem viva la słoiki, przywróćmy dobre imię poręcznych pojemników przewożących tydzień w tydzień kilogramy Mamowego jedzenia z Małych Miasteczek do Dużych Miast w studenckich plecakach. Zastanawia mnie jeszcze, czy Słoikiem można mianować się tylko studiując w stolicy, czy dotyczy się to też innych metropolii uniwersyteckich. Ktoś zabierze głos?
Kompot za to jest na razie gwoździem programu niedzielnego babcinego obiadu, ale na razie występuje zasadniczo tylko w otoczeniu mebli na wysoki połysk i koronkowych serwet. Jeżeli ktoś miał to szczęście posiadania mieszkającej na wsi babci, bądź też babci gotującej, lub babci z działką, to kompot pamięta zapewne z wakacyjnych obiadów w ogrodzie, gdzie miliard razy w ciągu posiłku padało "uważaj na osy" i każdy gimnastykował się jak mógł, by odpędzić natrętne insekty od słodkiego napoju. Kompot powrócił do naszego domu w tym roku, ponieważ staliśmy się posiadaczami areałów (zwanych pieszczotliwie Sarbinowem), gdzie okazało się, że wśród licznych chaszczy i zarośli, znajdują się całkiem pokaźne krzewy malin i - jeszcze większe - porzeczek. Jesteśmy teraz tacy eko, że mamy soki ze swoich własnych malin, wiśni i porzeczek, a owoce na kompot przerabiamy w ilościach hurtowych. Bam. Kompot jest najlepszy na upał.
Receptur na kompot jest pewnie tyle, co babć i przekazanych tradycyjnych przepisów. Dogodne jest to, że kompot robi się sam, a potem można go spożywać do końca dnia, dodawać kostki lodu, a gasi pragnienie o wiele lepiej niż słodkie, gazowane napoje. Dzisiejsze 5 litrów kompotu (wspominałam coś o ilościach hurtowych?) powstało z:
3 średniej wielkości jabłek
0,5 kg dojrzałych śliwek
100 ml soku z czarnej porzeczki
czterech - pięciu goździków
oraz cukru do smaku.
Owoce myjemy, wrzucamy do garnka, zagotowujemy z wodą, cukrem i goździkami. Gotujemy jeszcze przez ok. 20 minut, przecedzamy (albo i nie, w zależności od waszego stopnia tolerancji farfocli), przelewamy do dzbanka i stawiamy na stole. 

11 komentarzy:

  1. A pewnie, że kompot jest najlepszy! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Też promuję kompoty, bo jakoś zeszły na dalszy plan, miejmy nadzieję, że doczekają się wielkiego renesansu :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry słoik nie jest zły ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się ta moda bardzo podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. There is certainly a lot to know about this issue. I love all of
    the points you made.

    Feel free to surf to my blog post - Buy pinterest repins

    OdpowiedzUsuń
  6. haha, bardzo podoba mi sie hasło viva la słoiki :D

    OdpowiedzUsuń
  7. moje zapasy jeszcze sie też utrzymuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam wszelkie kompoty, a Twój przepis bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że nie ma nowych przepisów :D dowiedzialam się o twoim blogu z forum Muse :) pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedyś wrócisz, bo wcześniej zawsze wchodziłam czekając na jakieś nowe przepisy :)

    OdpowiedzUsuń