Słodkie drożdżowe bułki. Zimowe...

Z tą wiosną w nagłówku się trochę pospieszyłam.
W tej chwili to tak właściwie mam wątpliwości czy mróz kiedyś nas zostawi w spokoju i czy wstając rano nie odkryję znów świeżej warstwy śniegu za oknem. Co uniemożliwia dokończenie wiosennych porządków, bo mycie okien w minusowej temperaturze jest jednak sportem na tyle ekstremalnym, że nawet świadomość wyglądania na zewnątrz przez brudne szyby (ale zamaskowane czystymi, świeżo upranymi firankami) mnie od tej czynności odstrasza...
Tak więc w temacie niemożliwości umycia okien i siedzenia bezczynnie
Mam ostatnio wrażenie że jest mnie jakby dwie (skoro mnie jest dwie, to może jest Nas dwie? ) i jesteśmy diametralnie różne. Bo jest ta jedna Ja, w której gdzieś jeszcze są resztki kreatywności, i chociaż motywacja do zrobienia czegokolwiek wzrasta z minuty na minutę tuż po pierwszej w nocy, ma jeszcze ochotę podnieść się i działać. I jest też ta druga Ja, która wszystkim ostatnio działa na nerwy, bo wygląda na to, że nic jej się nie chce, bo tylko siedziałaby w łóżku wylewając wiadra łez nad The Fault In Our Stars i nie ma nawet najmniejszego zamiaru zrobić czegokolwiek innego. Stęskniłam się za tą kreatywną mną i chciałabym bardzo, żeby wróciła.
To chyba stąd te posty w odstępach co dwa tygodnie, przy których pisaniu odechciewa mi się wszystkiego, bo widząc jak kiepskie jest to, co udaje mi się stworzyć, jeszcze bardziej przeraża myśl, że inni mogliby to przeczytać. Nie lubię dawać Wam - Wam czytelnikom, czegoś co odstrasza mnie samą. I nie chcę też zrobić z Fuzji bloga wyłącznie kulinarnego, bo takim nigdy nie był. Być może niezauważalnie, ale w tych notkach przez niemal trzy lata podzieliłam się z Wami gigantycznym ładunkiem emocjonalnym. I nie żałuję, choć często pewnie powinnam się odsunąć i popatrzeć na coś z dystansu.

A bułki są zimowe. Bo na drożdżach, z orzechami i miodem w nadzieniu, ciężkie i niesprzyjające dietom. Ale za to przepyszne. Zgodnie z doświadczeniami przeprowadzonymi przez Tatę, odgrzane smakują znakomicie nawet trzy dni po upieczeniu. 
[z moimi zmianami] za Dorotą,
Ciasto:
1 jajko
2,5 łyżki cukru
160ml mleka
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki roztopionego masła
2,5 szklanki mąki pszennej
1 opakowanie suchych drożdży lub 15g świeżych
Świeże drożdże rozkruszyć w letnim mleku z cukrem, zostawić do wyrośnięcia. Przesianą mąkę wymieszać z cukrem i solą. Rozczyn dolać do suchych składników i zagniatać ciasto - po dłuższym czasie będzie sprężyste i powinno odchodzić od ręki. Przykrywamy czystą ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia do momentu podwojenia objętości. Wyrośnięte ciasto podzielić na kulki o średniej wadze 65 g - nam wyszło osiem, zamiast dziesięciu...
Nadzienie:
2 łyżki miodu
50g cukru brązowego
80g śmietany kremówki
 200g zmielonych orzechów włoskich
Wszystkie składniki wymieszać do uzyskania jednolitej masy. 
Instrukcja montażu bułeczek jest na MojeWypieki i jest najlepsza, bo najbardziej czytelna - tam więc polecam się udać. Gotowe bułeczki pozostawiamy na blasze do wyrośnięcia na kolejne 30-40 minut, a potem pieczemy w 180ºC przez 15-17 minut.

14 komentarzy:

  1. Z moim absolutnie ulubionym nadzeniem!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, takie bułeczki w tym czasie są bardzo wskazane:)

    OdpowiedzUsuń
  3. biorę jedną bułeczkę, do tego szklanka gorącego mleka i mnie nie ma dla nikogo :-) ...

    OdpowiedzUsuń
  4. od...zeszłej zimy szykuję sie na te orzechowe,puchate cuda!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na coś takiego właśnie mam ochotę! :) do tego jeszcze zbożowa kawka hmm..

    OdpowiedzUsuń
  6. bułki na ogrzanie duszy :))) poproszę :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. urocze te bułeczki. podnoszą na duchu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mmm jak pysznie zwinięte :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Robiłam te bułeczki - były rewelacyjnie pyszne i pięknie wyglądają :)
    Cudne u Ciebie!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. ale cudeńka, mega mi sie podobają!
    A to nadzienie, rozpływam się <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Cynamon łączy ludzi. :) Zmiany są dobre. Sama ich dokonuję i też drżę, aby nie wyszło gorzej niż było. ;) Powolutku, a dojdzie się do celu. Podobnie z dystansem - owszem mogłabyś, ale to nie byłby wtedy Twój blog. Nie taki jaki polubili go ludzie.
    Pozdrawiam
    Anuszka

    OdpowiedzUsuń
  12. Zima chyba doskwiera już wszystkim. I to zdecydowanie zbyt mocno. Ja liczę na słońce. Ze słońcem przyjdzie motywacja do działania.

    A te bułeczki uwielbiam, robiłam je już kiedyś. I wcale nie sa takie nieprzyjazne dietom ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zima jest, to i bułki zimowe. Takie pyszności mogę jeść o każdej porze roku :).

    OdpowiedzUsuń
  14. oj bardzo lubię takie serduszka :)

    OdpowiedzUsuń