...a szkoła zabija kreatywność. Co za chała.

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak bardzo szkoły nas w rzeczy samej ograniczają?
Bo, tak naprawdę, ile bylibyście w stanie wymienić projektów w które zostaliście zgłoszeni w ramach tzw. "chińskiego ochotnika", a w których udział faktycznie miał dla Was jakąś wartość? Nie wnikam, czy taką, że dobrze się bawiliście szukając informacji, czy faktycznie zaintrygował Was temat. Ile tego było?
Myślę że w tym momencie miło byłoby, gdybyście poświęcili 20 minut na obejrzenie tego krótkiego wykładu -> klik gdzie Ken Robinson doskonale udowadnia, jak bardzo szkoły ograniczają kreatywność uczniów.
Ilu nauczycieli, spotkanych na długiej i mozolnej drodze do zdobycia wykształcenia, przyklaskiwało jakimkolwiek genialnym pomysłom związanym ze sztuką? O ile nie byliście w szkole o profilu stricte związanym z kierunkami artystycznymi, w 90% chęć zrobienia czegoś nowego i ciekawego spotyka się z odmową, a za tym wszystkim przebija najczęściej argument, że z tego zwyczajnie "pieniędzy nie będzie", a potem zawodu konkretnego też nie, więc po co próbować.
Też myślę o swoich obecnych decyzjach w kategorii przyczyna-skutek. Też zastanawiam się, czy to co zrobię teraz, projekt który zacznę dziś, jutro albo za tydzień, coś mi przyniesie, czy też włożę w niego niepotrzebne nakłady sił i na końcu zostanie mi złość i rozczarowanie, że coś znów nie wyszło.
Decyduję jednak za siebie, jeśli nie podejmuję ryzyka - jestem świadoma tego, że mogę żałować, jeśli je podejmuję - zdaję sobie sprawę z tego, że konsekwencje mogą być niespodziewane i nie do końca odpowiadać temu, czego oczekiwałam. Dlaczego jednak gasić ten entuzjazm w dzieciach, które nie boją się porażki, do pewnego wieku nie mają jeszcze zahamowań przed "ośmieszeniem się" przed rówieśnikami w swoich próbach odkrycia czegoś nowego...no właśnie, dlaczego?
Takie to, przydługawe dywagacje na temat edukacji, ponieważ czuję że mijam się z powołaniem i kopiąc w trzystustronicowych traktatach na temat koncepcji wychowania i nauczania odkrywam swoje nowe JA, które w absolutnym TOP swoich pragnień po tych studiach znajduje napisanie doktoratu z pedagogiki zamiast jakiegośtamnikomuniepotrzebnego językoznawstwa czy fonetyki.
Dlatego dziś
straszna chała.
Chała jest straszna, bo jest wielka.
Poza tym jest tak pyszna, że dacie jej radę bez niczego w dość krótkim odstępie czasu.
za : Liską
na 2 chałki
30 g świeżych drożdży
400 ml ciepłej wody
90 g cukru
1 łyżka soli
850 g + 150 g mąki
3 jajka, lekko roztrzepane
100 g masła roztopionego w garnuszku i ostudzonego
Do posmarowania: 1 jajko + 1 łyżeczka wody

Drożdże umieścić w misce, zalać ciepłą wodą i wymieszać. Kiedy się rozpuszczą, dodać 850 g mąki, cukier, sól. Cały czas mieszając dodawać następnie jajka i masło. Dobrze wyrobić ciasto i powoli dodawać kolejne 150 g mąki - czasem należy jej dać mniej, innym razem więcej. Wszystko zależy od tego, jakiej konsystencji jest ciasto - powinno być dosyć luźne i elastyczne, ale niezbyt klejące. Nie może też być zbite.
Kiedy ciasto zacznie odstawać od ścianek miski, wyjąć je na blat i wyrabiać kolejne 5-10 minut. Uformować kulę, lekko spryskać ją olejem i włożyć do miski na 2 godziny. W tym czasie należy ciasto 2 razy odgazować wbijając w nie pięść.
Po wyrośnięciu ciasto podzielić na 2 części.
Każdą część podzielić na 4 lub 6 części. Z części uformować wałki i zapleść z nich chałki.
Chałki przełożyć do foremek wysmarowanych oliwą. Przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na 30-40 minut.
Kiedy wyrosną, posmarować jajkiem wymieszanym z wodą. Można posypać makiem lub sezamem.

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Wstawić chałki i piec ok. 30 minut.

Polecam Ten Film Tej Pani -> klik jeśli chcecie upiec chałkę z sześciu części.

31 komentarzy:

  1. To fakt, szkola zabija kreatywnosc. A po kilku odrzuconych pomyslach mlody czlowiek traci ochote, by zglaszac kolejne - bo przeciez i tak nie zostana zaakceptowane, wiec po co?
    A na to, by zdac sobie sprawe, co sie chce robic w zyciu, nigdy nie jest za pozno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imho nawet się specjalnie nie rozbudza tej ochoty, żeby uczniowie robili coś ponad to, co jest wymagane w programie, bo jak ktoś się za coś zabiera to też trzeba mu poświęcić czas, te prace sprawdzić, nadzorować, czasem pomóc... Dobre są programy takie jak Comenius, to zawsze stwarza jakieś fajne perspektywy i pozwala na zdobycie nowego doświadczenia - szkoda tylko, że jednak ograniczona ilość szkół ma szansę wziąć w nich udział...

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. A tam, duża. Bądźmy szczerzy, wielka ;)

      Usuń
  3. Imponująca chała!
    Uwielbiam.
    Z sześciu kawałków pleciesz...
    Podziwiam,bo nie udało mi się.

    Temat szkoły to rzeka irytacji,stresu i żalów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam obejrzeć ten film który wrzuciłam na dole - to była moja pierwsza w życiu chałka pieczona z sześciu kawałków i proszę ;) Może nie jest to mistrzostwo świata, ale wygląda całkiem całkiem.

      Właśnie ciekawe jest to, że większość ludzi - a teraz coraz częściej już dzieci... - ma negatywne skojarzenia ze szkołą. I to raczej jakieś pozostawia smutne odczucia...

      Usuń
  4. Maggie ma rację, nigdy nie jest za późno. Ja na przykład zdałam sobie sprawę co tak naprawdę chcę robić w życiu pod koniec IV roku studiów. Czasami żałuję, że nie było to wcześniej, przecież mogłabym już tyle w tym kierunku zrobić. Ale z drugiej strony cieszę się, że w ogóle do tego doszłam, co wiem, że nie każdemu się niestety zdarza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest za późno, oczywiście. O ile ma się na myśli zmiany :)
      Tyle że w moim przypadku wygląda to teraz tak, że poszłam na filologię angielską, a zakuwam pedagogikę, bo taki jest "plan". I dlatego, może nie tyle co żałuję, bo to za mocne słowo, ale nie mam motywacji żeby się uczyć. Trochę czuję się tak, jakby ktoś podmienił mi ukradkiem kierunki studiów, tylko jeszcze o tym nie wiem.

      Usuń
  5. uwielbiam chały, nawet takie wielkie mi nie straszne! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda pysznie ta chałka. A co do szkoły zgadzam się - tłamsi indywidualizm. Trzeba mieć mocną osobowość, żeby się nie dać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie...i co z tymi słabszymi? ;)

      Usuń
  7. Oczywiście, na temat szkoły rozmawiamy z moim Połówkiem dość często i zgadzamy się, że szkoła tłamsi indywidualność, równa wszystkich do szeregu, każe myśleć tak, jak nauczyciel itd. Dzieci w pierwszej klasie lubią się uczyć (przynajmniej większość) bo dzieci z natury są głodne wiedzy i poznawania świata. Tymczasem gdy zapytać 13-latków, czy lubią się uczyć, 99,9% powie, nie. I to nie dlatego, że stali się półgłówkami, tylko dlatego, że szkoła zabiła w nich pasję poznawania świata, zniechęciła do nauki, inicjatywy i kreatywności. Dlatego jeśli system szkolnictwa drastycznie się nie zmieni tak jak powinien, to przyszłością jest tylko nauczanie indywidualne, na Zachodzie coraz popularniejsze.

    Chałka super. Od dawna mam ochotę taką zrobić :)

    PS Myślałaś może, by zmienić kolor tekstu na ciemniejszy? IMO czytając taki szary trzeba strasznie wytężać wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "I to nie dlatego, że stali się półgłówkami, tylko dlatego, że szkoła zabiła w nich pasję poznawania świata, zniechęciła do nauki, inicjatywy i kreatywności." - Świetnie ujęłaś samo sedno wykładu Robinsona! Co do równania wszystkich do szeregu, dla mnie najbardziej bolesne jest to uczenie "pod klucz". Nie jest to winą nauczycieli, bo ich zadaniem (w, dajmy na to, liceum) jest przygotowanie uczniów do matury i osiągnięcie jak najwyższej zdawalności z danego przedmiotu, ale odgórnego systemu. Imo tam powinny zacząć się zmiany, bo cały system "nowej matury" jest chory i prowadzi tylko i wyłącznie do uczenia schematycznego myślenia, które powoli i dobitnie zabija jakiekolwiek przejawy kreatywności.
      Sama doświadczyłam bólu nieumiejętności myślenia pod klucz - dwa lata zajęło mi osiągnięcie jako-takiego poziomu myślenia na bardzo prymitywnym poziomie, żeby napisać sensownie wypracowanie maturalne. I to nie dlatego, że jestem głupia, ale dlatego, że moje kwieciste, barokowe epitety i kilometrowe metafory nie ujmowały dokładnie tego, co umieszczono w kluczu dla egzaminatora.
      Pamiętam z liceum, że strasznie było to dla mnie przykre, że fakt że potrafię coś sensownego i dobrego napisać można docenić tylko poza ramami programu nauczania.

      Usuń
  8. Czyżby? Całe szczęście, że mamy szkołę, bo na kogo moglibyśmy zrzucić odpowiedzialność za wszystkie nasze braki, potknięcia i niewłaściwe wybory albo błędy wychowawcze popełnione przez rodziców... Niech żyje szkoła! I chała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, całe szczęście :) Sama nie wierzę, że dopiero teraz odkryłam że można przecież szkołę obarczyć winą za wszystko co w życiu człowiekowi nie wychodzi, to przecież takie wygodne!

      Usuń
  9. często z psychologii mam tzw.zadanie do odrobienia;)właśnie na ted.com
    wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu tego/ mym zdaniem/ rewolucyjnego portalu.
    chętnie obejrzę ten wykład.

    a chała cudna!mam swoją sprawdzoną,również liskową,ale z troszkę innego przepisu.
    narobiłaś ochoty:)grudniowa aura wręcz błaga o ocieplenie jej domowym,makiem posypanym warkoczem.lubię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też właśnie teraz na studiach pracujemy z TEDem, niektóre - tak krótkie przecież - wykłady pozwalają na pewne sprawy spojrzeć zupełnie inaczej :)
      Polecam w ogóle TEDy Robinsona, są świetne. W sumie chyba trzy czy cztery, ale bardzo ciekawe.

      Chała grudniowa, ale w wersji ze śniegiem za oknem - to jeszcze kakao i marmolada na wierzchu. Nom nom nom!

      Usuń
  10. Szkoła jest potrzebna, żeby potem móc dojść do samodzielnych wniosków, ja Ty teraz, i samodzielnych decyzji. Ale, fakt, na całej linii trzeba się zgodzić, że polski model szkoły i to, co teraz oferuje nam szkolnictwo to przeżytek, relikt starych czasów - wszystko do poprawki.
    Niestety, reformy sprawiły, że obowiązuje model: zrobić coś pod schemat, dostać punkty, zaliczyć. Punkty, punkty, punkty, wypełnianie kolejnych tabelek.
    A odkładając te dywagacje na bok: Twoja chała zasługuje na 5 punktów w skali pięciostopniowej :-)

    Pozdrawiamy,
    Mr.&Mrs.S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zgodzę się, że szkoła w pewien sposób pozwala sprecyzować swoje myśli. Problem jest tylko w tym, gdy te samodzielne wnioski nie dopasowują się do zdań umieszczonych w kluczu egzaminacyjnym.
      Podpisuję się pod tym modelem schematu z obsesją punktów. Esencja obecnej edukacji.
      Dorzuciłabym do tego jeszcze kilo dwieście papierów.

      Chała dziękuje za zacną notę ;)

      Usuń
  11. Pięknie zapleciona, mistrzostwo :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobra chała nie jest zła ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamiętam szkolę podstawową i liceum jako katorgę... dopiero studia mnie uwolniły ( kierunek artystyczny). Czasem się zastanawiam jakim byłabym człowiekiem gdyby nie to upupianie jakie dzieje się w naszym szkolnictwie... nie wiem... Cieszę się, że z czasem dorastamy i sami podejmujemy decyzje. Powodzenia w spełnianiu marzeń i spełnianiu się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gombrowicz jednak nieco racji miał.
      Pewnie że dobrze, że decyzje wiążące i mające wpływ na dalsze życie podejmujemy później. Ale tak naprawdę, jak bardzo dorosły jest osiemnastoletni człowiek? A jeśli myśli o trudniejszych kierunkach, wymagających zdawania rozszerzenia z dwóch czy trzech przedmiotów, czy z praktycznymi egzaminami wstępnymi, szesnaście to jakby ostatni dzwonek...I wtedy ciężko jest podjąć decyzję. Ale o to akurat szkoły nie winię.

      Usuń
  14. Uwielbiam chałki. Wspaniałe zdjęcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale chała...
    A co do szkoły zabijającej kreatywność - zgadzam się w zupełności. Nauczycielom się najzwyczajniej w świecie nie chce - bo są nauczycielami z zawodu, a nie powołania. Smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcieć się może i chce - ale na początku. Rutyna i późniejszy opór uczniów znów zniechęca nauczyciela, i koło się zamyka.
      Nie wierzę w nauczycieli z powołania - przynajmniej nie w moim pokoleniu. Nie wierzę, bo skąd niby w takim razie to złorzeczenie innym 'obyś cudze dzieci uczył'? ;)

      Usuń
  16. Szanowni Państwo!

    Jestem studentką Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie A.Mickiewicza na specjalności Nowe Media. Prowadzę badanie naukowe dotyczące blogów kulinarnych w Polsce. Wszystkich autorów blogów kulinarnych zachęcam do wypełnienia ankiety. Zajmie to Państwu jedynie ok. 1 - 2 minut. Wyniki zostaną zaprezentowane w pracy naukowej dotyczącej charakterystyki bloga jako nowej formy komunikacji społecznej.

    Ankieta dla autorów blogów kulinarnych: http://www.ebadania.pl/97797035d63e99d8

    Dziękuję za poświęcony czas,
    Agata Ornafa.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mogę otworzyć filmiku, może później mi się uda. Co do edukacji to faktycznie na pewno ogranicza indywidualizm, w końcu szkoła to pomysł na masowe nauczanie. Wypośrodkowanie wiedzy tak by każdy mógł ją przyswoić. Na pewno nie jest to słuszne z perspektywy jednostki ale z drugiej strony jak inaczej miało by to wyglądać? i w końcu ile świetnych wspomnień mamy z tego okresu. Nawet jeśli przekaz był masowy w moim wypadku zabawa, postrzeganie i analiza była indywidualna.
    Ciekawy wpis a chała fantastyczna. Wrąbałabym całą, najchętniej z masłem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TED się zbuntował chyba, próbowałam też dzisiaj coś odtworzyć i nie działa. Buu.
      Racja, dobrze ujęte jest to, że szkoła to pomysł na 'masowe nauczanie'. Boli tylko to, że czasem tą wiedzę tak się wypośrodkowuje, że krzywdzi się jednostki twórcze. W każdej grupie są ludzie, którym się nie chce i tacy, którzy zrobią za nich wszystko - daleko nie trzeba szukać, tak wygląda każda praca grupowa w klasie szkolnej :)
      No i tak, nie można zaprzeczyć temu, że wtłaczaniu wiedzy towarzyszy sporo przyjaznych zdarzeń z współtowarzyszami niedoli ;)

      Usuń