Piekarnia na Długiej i zielone wstążki

Gdybym miała określić, który etap historii lubię najbardziej, pewnie wybrałabym nowożytną. Nowożytna, w moim rozumieniu, rozpoczyna się gdzieś między pierwszą a drugą Wojną Światową, natomiast nie kończy się wcale, bo tworzymy ją każdego dnia. Ta piekarnia powstała tuż po wojnie, bo w roku 1946. Pewnie dlatego za każdym razem gdy tam zaglądam, mam ochotę przenieść się w czasie - przemierzać ulice Krakowa w szarym prochowcu i wchodzić tutaj po świeży chleb z chrupiącą skórką, którą oderwałabym tuż po wyjściu z bramy. Są miejsca, od których odcinamy się, bo przypominają nam jak wiele tracimy biegnąc i goniąc wartości, które okazują się być niewiele warte, gdy brakuje tych podstawowych. Można powiedzieć, że ta piekarnia, błyszcząc swoją skromnością na tle nieskończenie długich regałów pełnych napompowanego pieczywa w hipermarkecie, uświadamia nam jak wiele tracimy wstępując w drodze z pracy do domu tylko do hipermarketu - a nie do piekarni, która działa na mnie jak wehikuł czasu. I pewnie dlatego ilekroć przechodzę Długą zaglądam tam i nigdy nie wychodzę z pustymi rękoma.
Na słone pieczywo składa się chleb pszenny, graham, kilka ciemnych chlebków w których skład się nie zagłębiałam, obłędne cebulaki i kapuśniaczki. Dla przeciętnego nabywcy supermarketowych pseudobułeczek z całą pewnością drożdżowe warkocze z makiem nie zastąpią jego ulubionego wypieku pędzonego na 80g polepszaczy w stugramowym kawałku pieczywa. Cały problem tkwi w nas - którzy nie potrafmy już w większości dostrzec piekarni z drewnianymi regałami i zastanawiać się pół godziny między czterema rodzajami chleba. Ja odwiązuję worek ze zwykłym pszennym chlebem i nadgryzam chrupiącą skórkę. Nie cierpię kminku, a jednak w takim pieczywie zdaje się awansować do mojej ścisłej czołówki ulubionych przypraw. Nie wiem, czy teraz "wypiek własny" jest tutaj tylko pozostałością po dawnych czasach. Możliwe, że kiedyś to pieczywo było jeszcze lepsze...ale trudno mi sobie to wyobrazić ;)
Półka ze słodkimi wypiekami nie ugina się od nieskończonych rzędów lukrowanych pączków (choć tak mniej więcej wyobrażam sobie te regały w Tłusty Czwartek) ani ekskluzywnych torcików podzielonych na wygodne porcje, które można zjeść od razu przy stoliku i zapomnieć o tym, przed chwilą spożytym, produkcie ubocznym produkcji taśmowej. Zamiast tego mamy biszkopciki z marmoladą (znane może bliżej jako baletki?), pianki (bezy?), makaroniki owsiane i kokosanki. Załapała się nawet bułka tarta ;) Chcecie ciasta? Ciasta też są. Zwykle spotykam tam sernik. Twardy, ciężki, tradycyjny sernik, który nie zna prawdopodobnie wyrażenia "Cream Cheese". Problem z nami, którzy czujemy się zagubieni w takich małych przestrzeniach, tkwi w wygodnictwie. Jeśli nie pieczemy ciasta sami, to zamiast tradycyjnego sernika zdobywamy się na szczyty i zamawiamy tarty, torty wypełnione kremami wypełnionymi margaryną. Potem trudno nam kupić sobie biszkopty z marmoladą i idąc Długą, rozplątywać woreczek by dobrać się do najlepszych ciastek na świecie. Trudno nam uwierzyć, że takie smaki kiedyś były tym, co najlepsze.

Warto dodać, że w piekarni tej wielokrotnie zaopatrywał się i chwalił jej wypieki nawet Karol Wojtyła.
Piekarnia
Ul. Długa 7
Kraków 

A tymczasem zapraszam was na moje kulinarne odkrycie, czyli zielone wstążki - makaron z lekkim brokułowym sosem i szynką. To wypadkowa kilkunastu przepisów które spotykałam, i jednego - wyjątkowego - w którym w końcu spotkałam mleko zamiast śmietany. Zawiesisty sos przestał straszyć po nocach obwód moich bioder, a makaronowo-brokułowy potwór został ujarzmiony ;) Podane proporcje miały wystarczyć dla jednego głodnego mężczyzny oraz dwóch leniwych kobiet. Prawda jest taka, że zadowoloiłaby się tym i piątka osób, a działając oszczędnie - nawet szóstka.
 Makaron z szynką i sosem brokułowym
 250g makaronu wstążka (lub też nitka walcowana, jak to ładnie piszą w Polsce)
200g szynki drobiowej
1/2 szklanki mleka 2%
Czubata łyżka mąki pszennej
Sól, pieprz, gałka muszkatołowa 
1/2 średniej białej cebuli
Ząbek czosnku 
450g brokuła
10g masła
Cebulę i szynkę pokroić w kostkę, ząbek czosnku zmiażdżyć. Wszystko razem podsmażyć na maśle do zrumienienia, uważając na czosnek (spalony - gorzki nie do zjedzenia). W szklance wymieszać mleko z mąką tak, aby pozbyć się grudek. W międzyczasie ugotować sobie brokuły (raczej obgotować) i makaron. Mlekiem z mąką zalać zrumienioną szynkę z cebulą i czosnkiem, mieszać na niewielkim ogniu do zagotowania i doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową (tych ostatnich nie żałować, w przeciwnym razie sos będzie mdły). Kiedy sos zgęstnieje dodać brokuły i wymieszać. Można dodać także mleka, jeśli sos będzie zbyt suchy. Ja użyłam w sumie ok. szklanki mleka. Do powstałego sosu dodać makaron i wymieszać. Nie próbowałam jeszcze - ale wydaje mi się, że byłoby to równie dobre, jeżeli nie lepsze, z prażonymi ziarnami słonecznika. 

12 komentarzy:

  1. Wiesz, tak sobie myślę, że boom na hipermarkety też się powoli kończy, że coraz więcej ludzi dostrzega osiedlowe sklepiki, okoliczne piekarnie i warzywniaki.
    Znam mnóstwo osób, które w hipermarketach kupują przetwory, mąki, puszki z groszkiem, zaś mięsa i wędliny tylko u sprawdzonych rzeźników, pieczywo tylko w ulubionej piekarni a owoce tylko w warzywniaku czy na rynku. Sama do takich osób należę.

    Martwi mnie tylko, że to trochę jak moda, a nie normalność. Ostatnio domowe gotowanie, pieczenie chleba i lokalne kupowanie produktów stało się medialne. Co będzie, jak media znów stracą zainteresowanie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak pięknie tu dziś, mądre słowa.
    Pozdrawiam, wyczułam, że będzie nowa notka!:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham zapach właśnie upieczonego chleba, co zabawne - wczoraj wchodząc do mieszkania zamarzyło mi się żeby miało ono (mieszkanie ;))właśnie taki zapach (co jeszcze tak naprawdę nigdy nie miało miejsca bo "prawdziwy" chleb na razie boję się robić ale zobaczymy;). Dwa kroki od mojego liceum była jedna z najlepszych piekarni w mieście, nie trudno zgadnąć, że często tam zaglądałam.

    Co do malutkich warzywniaków i tym podobnych sklepików - wstyd przyznać ale dopiero niedawno odkryłam, jakie to fascynujące, urocze miejsca i jakie skarby w sobie kryją, najchętniej co najmniej raz dziennie odwiedzałabym chociaż jeden z nich (a w mojej okolicy jest ich chyba ze sto.

    Kurcze, jakiś przewodnik po co ciekawszych osiedlowych sklepikach możnaby uskutecznić tak sobie myślę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak, nie ma to jak taki osiedlowy sklepik lub targ warzywny. Dla mnie istotnym jest fakt, że na takim targu kupię np. czosnek MADE IN POLAND a nie CHINA :))))

    A ten makaron wygląda kusząco ! Muszę taki zrobić ku uciesze mojego synka.

    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Koło takich piekarni nie powinno przechodzić się obojętnie, sama jak już jestem w mieście pieczywko czy słodkości kupuję w piekarni. Kocham ten ciepły,świeży zapach pieczywa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam tą piekarnie, mieszkam niedaleko. Jest dokładnie taka jak opisujesz, lekko "zakurzona", nostalgiczna z wspaniałymi wypiekami. Też tam często zaglądam.
    Pewnie znasz też Piekarnię mojego taty na Kazimierzu. Nie jest stara, ale ma stary piec i też taki piekarniany klimat. No i świetne, naturalne pieczywo. Ostatnio otworzono jej stoisko na Starym Kleparzu, ale to niestety nie to samo. Chleb nie jest już ciepły, jak go pakuję do papierowej torebki:(
    PS: też nie lubię kminku:)

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam takie miejsca pełne magii
    zachwycają mnie obrazki
    kawałki przeszłości

    fajny ten makaron

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim marzeniem zawsze było urodzić się gdzieś w latach 20 XX wieku. Albo w 60-70, tak, żebym mogła 'zaliczyć' te wszystkie genialne koncerty w latach '80...

    OdpowiedzUsuń
  9. PIekarnia wygląda świetnie, dokłAdnie tak, jak te, które ja pamiętam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Arvene, podaje adres Piekarnii Mojego Taty

    ul. Meiselsa 6
    31-063 Kraków

    polecam, szczególnie, że można tam kupić ciepły chleb w srodku nocy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. @Usagi, też zauważam powoli, że coraz więcej ludzi woli kupić coś u znajomego sprzedawcy niż w hipermarkecie. Ale i tak jesteśMY w mniejszości...
    @Olciaky, a tam mądre. Garść truizmów ;)
    @agatex, ja chciałabym, żeby moje mieszkanie pachniało ciastkami...pachnie ponoć świeżym praniem :D
    @Ivon, co chcesz od fioletowego czosnku made in china? Przynajmniej ma modny kolor! :D
    @Shiral, a jak ja sobie przypomnę ile razy ją minęłam...;)
    @asieja, tutaj te kawałki się zbierają w piękny obrazek...:)
    @mania, mam to samo odczucie co do lat 60-70. W ogóle mam wrażenie, że urodziłam się trochę za późno...
    @Ania, widzisz, a ja już mam problem żeby przypomnieć sobie takie miejsca...niestety.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam, temat już może trochę pokryty kurzem, ale może ktoś jeszcze się skusi - zapraszam do lektury krótkiego tekstu dotyczącego piekarni Braci Górnisiewicz w Krakowie - tam również piękne i bardzo apetyczne zdjęcia:
    http://dobrecechy.pl/?p=77

    OdpowiedzUsuń