Czarny las połamany

Długie nieobecności mają to do siebie, że nie wiadomo potem w którym punkcie człowiek się znajduje.
Niby się znamy, ale już nie do końca. Twarze jakby te same, ale wszystko pod spodem jakoś się poprzestawiało. Znajdzie się ten jeden wspólny temat, o którym można było zawsze rozmawiać godzinami, a potem po kilku minutach ożywionej dyskusji pojawia się niezręczna cisza. I choć powinnam już chyba nabierać z wiekiem wprawy w prowadzeniu takich rozmów i w takich spotkaniach, każde jedno zawsze jest inne. Budzi tak różne emocje, choć zawsze jest pełne niepokoju. Znamy się jeszcze, czy odpłynęliśmy już za daleko? Co się wydarzyło w ciągu ostatniego półtora roku? Jak zmieścić - nawet w kilkugodzinnych spotkaniach - pięćset dni życia?

Moje 500 ostatnich dni to dużo przyglądania się z dystansu wszystkiemu, co działo się dookoła. Komfortowe miejsca z daleka od wszystkiego i wszystkich są bardzo wygodne - równie szybko jednak można się przekonać, że jest tak tylko do pewnego momentu. A potem wychodzenie z tej strefy komfortu jest tak trudne, że już sama myśl o tym zdaje się nas przerastać.
Ostatnimi urodzinami, które szczególnie obchodziłam, były te osiemnaste. A to było już chwilę temu, choć przysięgam że tamtej nocy wydawało mi się że wszystko pozostanie już takie, jakim postrzegałam je wtedy - gdy ścieżki chwilowo się wyprostowały, gdy tego jednego dnia chodząc po trzeszczącym śniegu myślałam, że mogę wszystko. Pomyślałam zatem, krojąc, odrywając, składając, przyklejając - że może to dobry dzień. Pół roku (pół roku!!) temu obiecałam na Facebooku, że jeszcze się tu pojawię.
A mój słomiany zapał ma niestety to do siebie, że zgodnie z zasadą zero tolerancji obejmuje absolutnie wszystkie sfery życia.
Ten tort miał być czarnym lasem, ale tak jak słomiany zapał chętnie anektuje wszystko, czego się podejmuję, tak chęć poprawienia tego, do czego już faktycznie się zabieram, sprawiła że czarny las jakoś tak całkiem znacznie przybrał. Nie ma tu puryzmu kulinarnego, bo w moim lesie jest i jasny biszkopt, i ciemny biszkopt, i masa z gorzkiej czekolady, są powidła i konfitura z wiśni też. To nie jest tort na dietę ani na tę zimę, którą mamy teraz, bo zjedzenia nieprzyzwoicie dużego kawałka tego wypieku nie da się uzasadnić tym, że mamy przykładowo -10 stopni i pogrubiona warstwa izolacyjna jest mi niezbędna by w ogóle zacząć myśleć o wychodzeniu na zewnątrz.
Tort czekoladowy z wiśnią - model 2.3
Biszkopt jasny
4 jajka
1/2 szklanki mąki
1 szklanka cukru pudru
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
Żółtka z proszkiem do pieczenia wymieszać w miseczce do wyrośnięcia. Białka ubić z cukrem pudrem. Wyrośnięte żółtka (powinny przypominać piankę) dodać białek. Następnie dodać przesiane mąki i delikatnie wymieszać. Biszkopt wlać do okrągłej tortownicy (papierem do pieczenia wykładamy tylko dno, nie wykładamy ani nie smarujemy ścianek) i piec przez 20-25 minut. Po wyjęciu z piekarnika rzucić z wysokości kolan na złożony koc, zostawić w piekarniku do ostygnięcia.
Biszkopt czekoladowy
5 jajek
1 szklanka cukru
2 łyżeczki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 budynie czekoladowe bez cukru
Budyń wyspać do szklanki, dodać kakao, wypełnić do pełna mąką pszenną. Jajka rozdzielić, żółtka wymieszać z proszkiem do pieczenia i odstawić. Białka ubić na sztywno z odrobiną soli, następnie z cukrem. Do ubitej piany z białek dodać wyrośnięte żółtka, przesiane suche składniki ze szklanki. Delikatnie wymieszać, wlać do tortownicy (d=26cm) gdzie jedynie dno wykładamy papierem do pieczenia, a boków nie smarujemy tłuszczem ani nie osypujemy bułką tartą. Piec ok. 20 minut, dla rozładowania przedświątecznego napięcia zrzucić z wysokości kolan na złożony w kilkoro koc ułożony na podłodze. Ostudzony biszkopt przekroić na pół. 
Przygotowując tort należy uwzględnić fakt, że masę czekoladową należy przygotować dzień wcześniej. W całej swojej niecierpliwości nigdy nie sprawdzałam, czy jest zjadliwa przygotowana tego samego dnia - podejrzewam że nie, a jest na tyle dobra, że nie warto eksperymentować.
Masa czekoladowa
100g masła
100g cukru pudru
300ml śmietany 36%
300g gorzkiej czekolady
Połamaną czekoladę, śmietankę, masło i cukier umieścić w rondelku, na małym ogniu rozpuścić i zagotować, stale mieszając by się nie przypaliła. Gdy masa zacznie bulgotać należy ją odstawić i pozostawić na całą noc (nie chować do lodówki). Kolejnego dnia jedynie zmiksować przed przełożeniem, nie dodając już żadnych dodatkowych składników.
Montaż i dodatkowe składniki
Powidła śliwkowe (1 słoik)
Konfitura wiśniowa (1 słoik)
 500 ml śmietanki 36% + usztywniacz + 2 łyżki cukru pudru
Polewa czekoladowa
Postępujemy tak:
Z biszkoptów zdejmujemy delikatnie bezę z wierzchu - dzięki temu gotowe ciasto nie będzie się rozwarstwiać. Potem przekrawamy je na pół; jasny biszkopt można ewentualnie zwilżyć bo zwykle jest dość suchy. Ubijamy śmietanę.
Ciemny biszkopt jest bazą; na nim rozkładamy 3/4 masy czekoladowej. Układamy na nim połowę jasnego biszkoptu, wierzch smarujemy całym słoiczkiem konfitury z wiśni. Na wiśniach rozkładamy ok. 1/3 bitej śmietany. Przykrywamy ciemnym biszkoptem i smarujemy ok. 3/4 słoiczka powideł. Na wierzch rozkładamy pozostałą 1/4 masy czekoladowej i przykrywamy jasnym biszkoptem. Wierzch ciasta pokrywamy równomiernie bitą śmietaną. Dekoracja zależy od Was - ja bawiłam się akurat w choinki (wygląda jak wygląda, moja koncepcja jest taka że bliżej temu do niesławnego Czerwonego Lasu niż do Czarnego akurat), można zostawić równie dobrze samą śmietanę. Nikt nie zauważy, gwarantuję.



I found solace in the strangest place
Way in the back of my mind
I saw my life in a stranger's face
And it was mine

I had a one-way ticket to a place where all the demons go
Where the wind don't change
And nothing in the ground can ever grow
No hope, just lies
And you're taught to cry in your pillow
***

I had made every single mistake
That you could ever possibly make

I took and I took and I took what you gave
But you never noticed that I was in pain
I knew what I wanted; I went in and got it
But I survived
I'm still breathing,
I'm Alive.

-set dni nieobecności

Święta trwają i mam nadzieję, że jesteście dokładnie w tym miejscu, w którym życzylibyście się znaleźć, w otoczeniu osób, przy których jesteście bezpieczni i Wasza dusza ogrzewa się od środka. Mam nadzieję, że w kuchennych kątach poukrywane są jeszcze najlepsze smakołyki, a wagon słodyczy znaleziony pod choinką gwarantuje przyrost warstwy ochronnej (będącej całkowicie zbędną w obecnych warunkach klimatycznych).
Niech będzie bez patosu i obiecywania, bo w obiecywaniu jestem równie dobra, co w konsekwentnym dążeniu do realizacji wszystkich celów. Jeśli będziecie chcieli dalej mi towarzyszyć w podróży nieznane, tak tutaj - czyli w kierunkach kulinarnych - jak i na drugim blogu, który zdąża w kierunki kulturalne, to niezmiernie mnie to cieszy. Jak zawsze cieszyło, szczególnie kiedy dzieliliście się swoimi własnymi doświadczeniami.



A pod choinką, do przeglądania prezentów po raz n-ty w towarzystwie ciast warstwowych piernikowych