Tort czekoladowy. Wzór 21.

Obchodziłam tutaj 18-ste urodziny, kiedy to stałam się pełnoletnia w swoim ojczystym kraju
a po trzech latach, kiedy zmieniło się wszystko i nic, mogę już nawet rozbijać banki w Las Vegas, bo wolno mi już teoretycznie wszystko i wszędzie ;)
Dostałam w tym roku najpiękniejsze, bo te niematerialne, prezenty z możliwych
i śnieg, chociaz w dość nieciekawych okolicznościach, ale jednak jest i już cieszy mnie fakt, że zbliżają się święta i już ubrałam choinkę.
Dostałam też tort, i to właśnie on jest tu dzisiaj głównym bohaterem. Choć główną bohaterką wczoraj byłam ja, z eksplozją fajerwerków zza mojej głowy na domowym świętowaniu :D Widzicie ile świeczek? Trzeba było kupić dwie paczki, to już ten wiek...:D Tort jest czymś, co leżało pomiędzy tortem Sachera a Czarnym Lasem, i wyszło mu to na bardzo dobre. To skrzyżowanie Pijanej Kukułki i tego Czekoladowo-Orzechowego Tortu, gdzie wykorzystuje się tą niesamowitą, lekką i intensywnie czekoladową masę. Jest przepyszny, niesamowity, i nie mam go absolutnie dość.
Ciasto czekoladowe:
5 jajek
1 szklanka cukru
2 łyżeczki gorzkiego kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 budynie czekoladowe bez cukru
Budynie wsypać do szklanki, dodać 2 łyżeczki kakao, dopełnić do pełna mąką pszenną. Białka ubić z cukrem na sztywną pianę, dodać żółtka wymieszane z proszkiem do pieczenia.Mąkę przesiewamy do ubitych białek wymieszanych z żółtkiem i delikatnie mieszamy łyżką. Wymieszaną masę wlać tortownicy, której spód jest wyłożony papierem do pieczenia. Boków formy nie wykładamy papierem ani nie natłuszczamy. Piec przez ok. 20 minut, rzucić na złożony koc z wysokości kolan. Pozostawić do ostygnięcia w piekarniku, a potem przekroić na dwie części.
Masa Czekoladowa:
100g masła
100g cukru pudru
300ml śmietany 36%
300g gorzkiej czekolady
Połamaną czekoladę, śmietankę, masło i cukier umieścić w rondelku, na małym ogniu rozpuścić i zagotować, stale mieszając by się nie przypaliła. Gdy masa zacznie bulgotać należy ją odstawić i pozostawić na całą noc (nie chować do lodówki). Kolejnego dnia jedynie zmiksować przed przełożeniem, nie dodając już żadnych dodatkowych składników.
Ponadto:
Słoiczek powideł
Bita śmietana
Gotowe ciasto czekoladowe przekroić na pół, spód posmarować warstwą powideł. Następnie przełożyć warstwą z 3/4 masy czekoladowej, zostawiając resztę do dekoracji. Przybrać bitą śmietaną i kandyzowanymi wiśniami. 



***
And I wanna kiss you, make you feel alright
I’m just so tired to share my nights
I wanna cry and I wanna love
But
all my tears have been used up

On another love, another love
All my tears have been used up

And if somebody hurts you, I wanna fight
But my hands been broken, one too many times
So I’ll use my voice, I’ll be so fucking rude
Words they always win, but I know I’ll lose


And I wanna cry I wanna learn to love
But all my tears have been used up


On another love, another love
 All my tears have been used up





Domowe frytki

Nie jest to może najbardziej świąteczny wpis ze wszystkich, jakie zdarzyło mi się tu zamieścić, ale nie znam też nikogo, kto nie lubiłby domowych frytek. Oprócz tego, że są cudownie chrupiące z zewnątrz i mięsiste w środku, należycie tłuste i nieco nadmiernie słone (przynajmniej moja porcja), posiadają jednak JEDEN mankament który sprawia, że nie da się ich robić zbyt często.
No dobrze, dwa.
Pierwszy jest taki, że jeśli pryskający tłuszcz sprawia, że macie ochotę przeprowadzać procedurę smażenia uprzednio zabezpieczywszy każdą odkrytą powierzchnię ciała, to jest to proces czasochłonny i stresogenny.
Drugi jest taki, że potem przez kolejnych kilka dni nie tylko pamiętacie o frytkach, ale nawet nimi oddychacie, ze względu na niechęć smażelinowego zapachu do opuszczenia waszego przytulnego habitatu.
Może dlatego są też takie dobre, bo nie je się ich zbyt często i nie da się nimi znudzić. To jest ta najbardziej niezdrowa odmiana w której występują wielkie, porąbane w solidne kawałki ziemniaki. Są idealne.
ziemniaki (w ilości odpowiadającej Waszemu apetytowi)
olej
sól
Ziemniaki obieramy, kroimy w paski dowolnej grubości. Wrzucamy na godzinę do miski z zimną wodą, potem odcedzamy, jeszcze raz wypłukujemy w wodzie i osuszamy. Rozgrzewamy olej (we frytkownicy, w garnku z grubym dnem, nam zdarzyło się nawet hardkorowo smażyć w woku, działa świetnie) i smażymy frytki do momentu, kiedy się zrumienią. Wyciągamy łyżką cedzakową na talerz przykryty papierem śniadaniowym/ręcznikiem papierowym, delikatnie osączamy z tłuszczu. I na końcu dodajemy sól.


***
Animal
You’re an animal
Don’t take anything less

Out of control
You’re out of control
Strike those in distress

Analyse
Franchise
Spread out
Kill the competition
And buy yourself an ocean


Amortise
Downsize
Lay off

Kill yourself
Come on and do us all a favour


Jesienne ratatuje

Było ostatnio dużo na słodko. Bardzo jabłkowo, karmelowo i cynamonowo...więc teraz dla odmiany, skoro już za kołnierz wlewają nam się hektolitry deszczu, będzie bardzo rozgrzewająco. Danie to odkryłyśmy przypadkiem - a właściwie odkryła Mama - i weszło na stałe do naszego obiadowego repertuaru pod roboczą nazwą Ratatuja, choć ma z nim niewiele wspólnego ;) Nie należy może do tych, które przyrządza się najszybciej, ale za to można go wykonać je za jednym zamachem w hurtowych ilościach, którymi można żywić się przez kilka dni. A jest tak dobre, że ciężko poprzestać na jednej misce i naprawdę jedzenie go chociażby codziennie nie jest wcale męczące ;) 
Jeżeli dopadł Was deszczowy, wietrzny listopad a z drugiej strony już prześladują Was lampki choinkowe i czekoladowe Mikołaje, którym z rozkoszą można odgryzać czekoladowe czapki, zachęcam do pozostania jeszcze przez chwilę w klimatach mocno jesiennych. Tej kolorowej, ciepłej, cudownej jesieni którą mieliśmy jeszcze parę dni temu.
Klopsiki:
1 jajko
500g mielonej łopatki
szczypta przyprawy do mięsa mielonego (albo, jeśli nie macie nic przeciwko próbowaniu surowego mięsa - sól, pieprz...)
rozgnieciony ząbek czosnku
Ok. 1 łyżki bułki tartej
Wszystkie składniki wymieszać na gładką masę. Formować niewielkie klopsiki, obtaczać w bułce tartej i smażyć ze wszystkich stron na rumiany kolor na rozgrzanym oleju.
 Sos:
1 cebula
2 średnie cukinie
2 czerwone papryki
2 łyżki koncentratu pomidorowego
3 duże pomidory lub puszka pomidorów bez skórki z puszki
sól, pieprz
Na rozgrzanym oleju podsmażyć cebulę pokrojoną w drobną kostkę. Następnie dodać umytą, ewentualnie również obraną ;) cukinię pokrojoną w cienkie plasterki (ja najbardziej lubię do tego celu używać szatkownicy) i paprykę pokrojoną w cienkie paski. Podsmażać przez chwilę, następnie zalać ok. 1/2 do 1 szklanki wody i dusić przez dłuższą chwilę, aż warzywa lekko zmiękną. Potem dodać pomidory - świeże, w sezonie, obrane ze skórki i pokrojone w kostkę, albo te z puszki. Dodać koncentrat, wrzucić usmażone klopsiki i dusić razem jeszcze przez ok. 20 minut na niewielkim ogniu. Najlepiej jest doprawić go solą i pieprzem dopiero pod koniec. I jeść. Lojalnie uprzedzam, że wciąga ;-)

***

I always hope that the best, it was yet to come
So please come back, don't you leave me

And maybe we'll see that we were wrong
If ever we look back one day
But until you come back where you'll belong
It's just another lonely Sunday

If you don't come back tomorrow
I'll be left here in the cold
If you don't come back tomorrow, I'll go

Jabłka i Karmel, część II

Nastała ta przyjemna pora, kiedy lato i zima spotykają się na targowiskach. I pełno jest wszystkiego. Ciągle jeszcze można spotkać ostatnie letnie pomidory, pełno jest jabłek, pękatych śliwek i orzechów włoskich, a tu i tam można już znaleźć pierwsze zjadliwe cytrusy - pierwszy znak zbliżającej się zimy. I przyznam, że z niecierpliwością czekam już na moment, gdy nabicie pomarańczy pociskami z goździków przy zapalonych lampkach choinkowych nie będzie uznawane za działanie nieprzyzwoite ;-)
Nastał czas grubych swetrów, dni, kiedy zmrok zapada tuż po 17, pieczenia z dużą ilością czekolady i cynamonu i litrowych kubków z sokiem malinowym. I choć pada (zwłaszcza, gdy muszę wyjść) - i tak jest to moja ulubiona pora roku. Gdy pełno jest wszędzie liści we wszystkich odcieniach żółci i czerwieni, gdy zaczynają krystalizować się plany na przyszłość bliższą i dalszą.
Wydaje mi się, że gdyby ktoś zapewnił mi jesienią bez ograniczeń stałe dostawy jabłek i karmelu, byłabym absolutnie szczęśliwa. A żeby przegiąć z tym szczęściem, to wystarczyłaby mi jeszcze szczypta cynamonu.
Nie jest to może deser, który robi się sam. Wymaga zagniecenia ciasta, przygotowania serka, pokrojenia jabłek, potem zagniecenia kruszonki. I w wersji lux, może jeszcze przygotowania karmelu. A zapewniam Was, że pomimo obłędnej słodkości krajanki samej w sobie, karmel jest zdecydowanie niezbędny żeby podkreślić jej właściwy smak. Jabłka, ser i płatki owsiane najlepiej czują się jednak w towarzystwie karmelu.
ciasto:
155g mąki
105g masła
60g cukru demerara
Zagnieść gładkie, nieklejące ciasto, wstawić na ok. 15 minut do lodówki. W tym czasie przygotować ser:
ser:
1 jajko
2 łyżki cukru demerara
2 opakowania serka śmietankowego (łącznie 300g)
Serek, jajko i cukier wymieszać na gładką masę (można mikserem). Kwadratową blaszkę (o boku 20-25cm, im większa blaszka tym cieńsze warstwy) wylepić ciastem, nakłuć widelcem. Na wierzch wyłożyć warstwę sera, podpiec w piekarniku ok. 10 minut. (Moim zdaniem można sobie tu cukier odpuścić)
jabłka:
2 duże jabłka
1/2 łyżeczki cynamonu
Jabłka umyć, oskrobać, pokroić w kostkę. Wymieszać z cynamonem, ułożyć na podpieczonym spodzie i serze.
kruszonka:
50g cukru
85g mąki
30g płatków owsianych
Składniki rozgnieść w palcach, wymieszać aż powstanie kruszonka. Zasypać nią jabłka (jeśli jesteście mną, zapewne będzie to najgrubsza warstwa). Wszystko wstawić do piekarnika i piec ok. 20-25 minut, do momentu zrumienienia się kruszonki.


Now I have finally seen the end,
And I'm not expecting you to care, no
That I have finally seen the light,
And I have finally realised

I need to love

Jabłkowo-karmelowe ciastka

Podoba mi się jesień.
Trzy nowe swetry, które dzisiaj dostałam, wielkie i ciepłe, w które będę się mogła zawinąć i przemierzać jesienne ulice. Nawet, kiedy pada deszcz. Liście zielone, żółte i czerwone, rasta drzewa ;-)
Jesień zawsze pachnie jabłkami. Pełno ich w sadach gdzie obciążają gałęzie jabłoni tak, że dotykają ziemi. Jeszcze więcej na straganach, w drewnianych skrzynkach. A potem w słoikach, szarlotkach, ciastkach, ciasteczkach...;-) Moim absolutnym faworytem wśród jesiennych połączeń smakowych są jabłka i karmel. W ogóle karmel w każdej postaci jest jesienią swoistym must-have w kuchni i w wypiekach. Połączenie go z jabłkami - teraz chyba najlepszymi - oraz ciastem francuskim jest doskonałym pomysłem.
Ciastka jakie są, każdy widzi, miały być śliczne małe postrzępione i falbaniaste a urosły wzwyż, co jest zapewne wynikiem niedokładnego ich zaklejenia. To akurat niechlujstwo kulinarne nie jest mi obce, o czym zwykle świadczy zmartwiony stan moich każdych pierogów z truskawkami.
Ale pomijając oczywisty fakt niedokładnego sklejenia ciasteczek, wyszły pyszne.
Kruche ciasteczka z jabłkami i karmelem
1,5 sporego, twardego jabłka (wykorzystałam Rubin i Gala)
Arkusz ciasta francuskiego
Karmel:
50g masła
1/2 szklanki cukru
100ml słodkiej śmietanki
Przygotowanie karmelu: Masło i cukier rozpuszczamy na patelni, na wolnym ogniu podgrzewamy, co jakiś czas mieszając, do momentu gdy zacznie nabierać lekko brązowego koloru. Wtedy dolewamy śmietankę. Prawdopodobnie cukier się skrystalizuje - wtedy trzeba ciągle podgrzewać karmel, do momentu gdy kryształy z powrotem się rozpuszczą. Karmel powinien nieco ostygnąć, aby móc nim przekładać ciastka.
Montaż ciastek jest banalnie prosty. Z ciasta wykrawamy kółka (na jedno ciastko - dwa) przy pomocy, na przykład, szklanki :D. Na jednym z kółek układamy kilka jabłek pokrojonych w kostkę, polewamy karmelem i przykrywamy drugim kawałkiem ciasta. Krążki należy dobrze zlepić, układać ciastka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładać do piekarnika.
Moje piekły się dość długo, ale sądzę że w przypadku normalnego piekarnika będzie to ok. 15-25 minut ;-)


***

I was the match and you were the rock
Maybe we started this fire

Do you understand that we will never be the same again
The future's in our hands and we will never be the same again

Pizza buns

Nie lubię tych dni, kiedy każde słowo wydaje się być zamknięte w tej jednej puszce z ciasteczkami na najwyższej półce w kuchni, do której zawsze jest się za niskim o długość dziecięcych palców.
Nie lubię też zostawiać pustego miejsca pomiędzy zdjęciami, bo nie potrafię milczeć, co dobre nie jest, ale eliminuje niezręczną ciszę. 
Coraz więcej ostatnio tych dni, kiedy ciężko dobrać słowa, ale może tak już bywa - kiedy wychodzi się poza ramy wirtualnej rzeczywistości i kiedy nie ma się już tyle czasu, by funkcjonować w sztucznym świecie powszechnej akceptacji, gdzie wydaje nam się, że spotyka się tylko i wyłącznie ludzi idealnych i pozbawionych wad, bo zawsze z tymi samymi zainteresowaniami co my, tyle że zawsze mieszkających daleko
Strasznie męczące to blablaliterowanie i składanie mądrych słów, co to i tak nie mają sensu, zwłaszcza gdy się jeszcze pamięta o tym, jak łatwe było przygotowanie bułek przedstawionych na powyższym zdjęciu w formie przejściowej przedzwinięciowej.
Pizza buns
za Simple as That
Ciasto:
360ml letniej wody
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka drożdży instant
1/2 łyżeczki soli
500-650g mąki pszennej
W połowie szklanki letniej wody wymieszać drożdże i cukier, odstawić na chwilę. Resztę wody wlać do dużej miski, dodać połowę mąki (przesianej) i sól. Kiedy drożdże zaczną rosnąć, dodać rozczyn do mąki i zagniatać ciasto, dodając stopniowo pozostałą mąkę. Warto się raczej starać dłużej zagniatać ciasto, ale nie dodawać pełnych 650g mąki - przez to będzie twardsze i mniej puszyste. Można dodać zioła prowansalskie albo suszoną bazylię - zgodnie z Waszymi preferencjami. Ciasto powinno być dość elastyczne i gładkie, warto pamiętać że potem trzeba będzie je rozwałkować, zawinąć i pociąć w plastry, więc nie może się kleić. Ciasto przykrywamy czystą, suchą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia do momentu podwojenia objętości (lub na minimum 45minut).
Jako dodatki możemy wykorzystać wszystko, co lubicie na tradycyjnej pizzy - ja wybrałam jedynie sos pomidorowy, pokrojoną szynkę i ser (nawet był zamysł na pieczarki, ale pamięć nie ta). 
Po podwojeniu objętości ciasto rozwałkować na prostokąt, ułożyć wszystkie składniki i je zwinąć. Kroić na plastry, układać obok siebie w naczyniu żaroodpornym lub na blasze posmarowanej oliwą (na pewno nie na papierze do pieczenia, przetestowane empirycznie) i pozostawić ponownie do wyrośnięcia. Piec przez ok. 25-30 minut w 175 stopniach. 
;-)



Drożdżowe bez zagniatania.

Wakacje powoli dobiegają końca, w związku z czym sugeruję spędzenie ich ostatniego weekendu na kompletnym odprężaniu się w towarzystwie rodziny/znajomych/samego siebie, najlepiej z dobrym kawałkiem ciasta na podorędziu. Nawet jeśli wolne ma trwać jeszcze przez cały miesiąc, każdy student chyba przyzna, że to nie to samo...i chociaż nie ma w tym roku powtórki z ubiegłego września, to i tak po ostatnim dniu sierpnia w powietrzu czuć już wyraźnie jesień. Jeszcze chwila i zacznie unosić się zapach palonych liści, w kuchniach zacznie pachnieć cynamonem i imbirem, a pogoda nareszcie pozwoli zawinąć się w wielkie swetry. Zawsze tęsknię do jesieni, ale najbardziej chyba do zimy, która pomimo krótkich dni i śliskich chodników zawsze przynosi ze sobą odrobinę magii.
Zanim jednak zima, a zanim nawet jeszcze jesień, ciągle jeszcze przed nami dwa długie dni późnego lata. Ostatnio się przekonałam, że z każdego dnia, którego nie spędza się bezsensownie wpatrując się w ekran laptopa, można wyciągnąć coś ciekawego i zrobić z nim coś sensownego; zróbcie więc to samo w nadchodzącą sobotę i niedzielę. Spędźcie trochę czasu z ludźmi spoza wirtualnego wymiaru. I upieczcie to drożdżowe ciasto, które robi się samo, i akurat w tym nie ma ani słowa przesady. I to jest w nim najpiękniejsze ;)
Ciasto robi się samo, bo wymaga tylko wrzucenia składników do miski (no dobrze, jedynym utrudnieniem jest fakt, że należy to zrobić w pewnej określonej kolejności) a potem zostawić je w spokoju na trzy godziny. I wymieszać wszystko mikserem.
Do rozpoczęcia procesu samopieczenia się ciasta, potrzebujemy sporej miski i składników w temperaturze pokojowej. Do miski kolejno wsypujemy:
100g drożdży pokruszonych
1 szklankę cukru
cukier wanilinowy
4 jajka - wcześniej wybite do miseczki i roztrzepane
1 szklankę oleju
3/4 szklanki mleka
4 szklanki mąki
szczyptę soli
Miskę przykryć czystą, suchą ściereczką i zostawić na trzy godziny w ciepłym miejscu. Po upływie 3 godzin wszystko zmiksować - około 3 minut, do połączenia składników. Ciasto wylać do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia, na wierzchu można położyć jeszcze owoce - a w wersji podstawowej po prostu posypać je kruszonką.
1/2 kostki masła
1 szklanka mąki
1/2 szklanki cukru
Wszystkie składniki połączyć w miseczce, posypać równomiernie ciasto. Wstawić do piekarnika i piec do złotego koloru i suchego patyczka - ok. 20-30 minut.
W przypadku naszego domowego piekarnika żadne ciasto ucierane się nie ma prawa udać - to drożdżowe bardziej przypomina nam właśnie ucierane, niż klasyczną drożdżówkę ;) Zapewne przez zawartość oleju, który nadaje mu nieco inną teksturę i posmak. Do takiej keksówki wystarczy przygotować ciasto z połowy przepisu. 

***

I got to find a place for myself
In the modern chase
This makes sense
***
And it's not so bad
I know I'll be safe
***
I quit the modern chase
This makes sense

Ostatki Lata

Trwa ten sezon, kiedy stragany uginają się od poukładanych - mniej lub bardziej - warzyw i owoców. Kiedy ciągle jeszcze pełno jest tekturowych koszyczków wypełnionych po brzegi malinami, które zostawiają na palcach krwawe ślady i zdradliwej borówki, która choć pękata i uroczo granatowa, tak często jest niezjadliwie kwaśna
Wydaje mi się, że potrzebujemy tych dobrych kilku miesięcy o tekturowych warzywach i suchych, rozsypujących się w dłoniach owocach żeby zatęsknić i potem jeść kilogramami pękate truskawki i przerabiać owoce na kilogramy słodkich dżemów i marmolad.
Pomidory są - jeszcze - najlepsze, więc to też najlepsza pora by zamknąć je w słoiki i cieszyć się przez całą zimę smakiem własnych przecierów pomidorowych  wykorzystywanych do przygotowania niezliczonych misek pełnych gorącego makaronu jesiennymi wieczorami. Jeżeli nie lubicie stać w kuchni godzinami, sugeruję wykorzystać pomidory takie jak są - w Panzanelli. Chyba wszyscy ją znają, większość - bardzo lubi, a biorąc pod uwagę fakt, że składniki do jej przygotowania niemal zawsze są w domu sprawia, że jest idealna na lato.
250g chleba, najlepiej czerstwego
1 mała czerwona cebula
500g dojrzałych pomidorów
1/2 ząbka czosnku
1 łyżeczka soli
szczypta cukru
125ml oliwy z oliwek extra vergine
duży pęczek bazylii
60ml octu z czerwonego wina (który można zastąpić balsamicznym i też działa)
Chleb kroimy w kostkę, rozkładamy na kratce lub ściereczce i pozostawiamy na chwilę, by wysechł.
Cebulę kroimy w cieniutkie półksiężyce, wrzucamy do miski (w tej potem wymieszamy całą sałatkę, więc miejcie baczenie na jej wielkość - jestem mistrzem w doskonałej wycenie wielkości naczynia, którego potrzebuję :D) polać je octem balsamicznym czy tam tym z czerwonego wina, zostawić na jakieś 10 minut.
W tym czasie zalać pomidory gorącą wodą, zostawić na kilka chwil (sugerowane przez Nigellę 5 minut to wystarczająco, by pomidory oblazły ze skórki i dodatkowo się kompletnie rozpadły), obrać je ze skórki, pozbawić pestek i pokroić pozostały miąższ w kostkę.
Czosnek przecisnąć przez praskę, dodać do cebuli i octu. Odsączyć pomidory i dodać do miski z pozostałymi składnikami sałatki. Dodać sól, szczyptę cukru, pokrojony w kostkę chleb, polać wszystko oliwą i posypać grubo porwanymi listkami bazylii - wszystko wymieszać. Nigella sugeruje sałatkę zostawić na noc, bo ponoć wtedy smakuje najlepiej - nie jestem fanką rozmoczonego chleba i najlepsza była tuż po przygotowaniu. A tego jak smakuje kolejnego dnia nie miałam jak zweryfikować, bo została po niej tylko pusta miska...;-)

***

When we collide we come together
If we don't we'll always be apart
I'll take a bruise; I know you're worth it
When you hit me hit me hard

You said love was letting us go against what
Our future is for...

Muffiny podwójnie jagodowe

Jagody są chyba moimi ulubionymi letnimi owocami - zostawiając w tyle nawet truskawki. A wiśnie i czereśnie to na pewno, bo więcej z nimi dłubaniny celem sprawdzenia czy czasem nie są robaczywe, niż samego jedzenia...Poza tym są TAKIE wdzięczne, TAK ładnie brudzą wszystkie płócienne torby, i TAK ładnie wyglądają w wypiekach. Jagody są absolutnie najlepsze.
Dlatego latem, nawet w piekielnych temperaturach, piekę z jagodami ile wlezie. A tegoroczny sezon bardzo mi sprzyja, bo jagody są nieomal na każdym straganie w pojemnikach rozmaitego rodzaju - i w emaliowanych kubeczkach, i w słoikach, i w wielkich plastikowych koszach...wszędzie. Nawet na ziemi, zostawiając na chodnikach trwałe, kolorowe ślady niczym drobne pociski. Jagodowe muffiny są jednymi z najlepszych (no dobrze, może te malinowe z migdałami mogą się równać), ale te przebiły wszystkie, które robiłam do tej pory. Świetny efekt uzyskuje się poprzez dodanie na wierzchu ciastka ciepłego sosu z jagód jeszcze przed upieczeniem - podobnie do crumble, równie pyszne, a pod spodem kryje się jeszcze muffin...
Z tego przepisu wyszło mi siedem OLBRZYMICH muffin. Zapewne dlatego że zgodnie z sugestią autorki przepisu wypełniłam papilotki nieomal do samej krawędzi...ale efekt znakomity :)
zaczynamy od przygotowania ciepłego sosu z jagód:
200g jagód
opcjonalnie łyżka wody
Wypłukane jagody wrzucamy do rondelka, podgrzewamy przez chwilę na średnim ogniu. Przy pomocy widelca delikatnie rozgniatamy jagody, kiedy powstanie dość gęsty sos z kawałkami owoców zestawiamy z ognia i odstawiamy na bok.
ciasto:
1 jajko
130g jagód
85g cukru
60ml oleju
1 łyżka wody
1 łyżeczka soli
120ml maślanki
200g pszennej mąki
4 łyżki stopionego masła
1 łyżeczka esencji waniliowej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Mąkę, proszek do pieczenia i sól wymieszaj w misce. W drugiej misce wymieszaj jajka i cukier, następnie powoli dodaj olej i masło, maślankę i esencję lub olejek waniliowy (olejku można użyć nieco mniej, żeby nie zabił smaku owoców). Mokre składniki dodaj do suchych, wrzuć jagody, delikatnie wymieszaj razem. W masie mają być grudki ;-)
(słowo wyjaśnienia...jeśli jakimś cudem (a to może się zdarzyć) masa będzie zbyt zbita, dolejcie mleka. Krzywda im się nie stanie ;-) )
Formę do muffinek wykładamy papilotkami, wypełniamy prawie do pełna, zostawiając wystarczająco dużo miejsca dla sosu i kruszonki. Potem polewamy przygotowanym wcześniej sosem, i przygotowujemy kruszonkę.
3 łyżki cukru demerara
3 łyżki białego cukru
40-50g pszennej mąki
4 łyżki stopionego masła
Wszystkie składniki wymieszać w misce do momentu, gdy się połączą. Gotową kruszonką posypać muffiny - nie żałować...
Muffiny potrzebują ok. 17-20 minut w 220°C, a najprędzej to tyle, dopóki nie stwierdzicie że się zrumieniły z wierzchu i wyszły z foremek ;-)




Styropianum

Co jest lepsze - pieczenie dla siebie, czy dla innych?
W tym momencie, kiedy tak myślę o pieczeniu dla innych, przychodzi mi też na myśl znaleziona niedawno w Internecie krótka idea, mianowicie : Book borrowing is the biggest form of true love it’s like, “here’s a piece of my soul that I think you would enjoy" 
I z pieczeniem jest całkiem podobnie.
Wydaje mi się, że w tych podarowanych kawałkach ciasta, tak samo jak w książce, którą kochasz, a oddajesz w czyjeś ręce, zawsze jest ta niewielka cząstka Twojej duszy. I chociaż brzmi to potwornie górnolotnie, wierzę w to że ciasto ma jakąś magiczną moc, która ułatwia poznanie i pojednanie. Im więcej się go wspólnie zje, im więcej i bardziej kreatywnych można po nadmiernym spożyciu nawymyślać na siebie samego obelg - tym lepiej. A jak się jest z kim nimi podzielić, to istnieją nawet szanse poszerzenia własnego słownika ;-)
Styropian jest ciastem idealnym do celów zapoznawczo-pojednawczych, bo nie dość że wychodzi go kosmiczna ilość - i to ze śmiesznych trzech kubeczków jogurtu greckiego - to jeszcze świetnie smakuje. 
Jest lato, no ale jednak nie do końca, bo jednak bardziej jak jesień (wnioski z długich spacerów dnia dzisiejszego [P.S Piękne Baleriny Z Zarowej Wyprzedaży zjadły mi całkowicie stopy]), pachnie palonymi liśćmi, nad polami snują się kłęby mgły i NAWET JEŚLI wysyp jagodowo-malinowy jest właśnie w samym środku największego sezonu wysypowego owoców, to Styropian jest na teraz fantastyczny, bo to taka letnia, nieco lżejsza wersja sernika. Więc to taki ciężki sernik na chłodne wieczory skrzyżowany z letnim sernikiem na zimno. A owoce można ewentualnie przemycić w postaci dżemu, smarując nim spód przed wyłożeniem masy serowej.
Ciasto kruche, z nieśmiertelnego przepisu na Pysznotkę
400g mąki
200g masła
100g cukru pudru
2 łyżki śmietany 18%
4 żółtka (białka zachować)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Z podanych składników zagnieść gładkie ciasto, odstawić na 30 minut do lodówki. Oddzielić 1/3 ciasta do starcia na wierzch, resztą wylepić dno blaszki wyłożonej papierem do pieczenia lub folią aluminiową. (duużej blaszki. Największej, jaką posiadacie w swojej kolekcji)
Ser nieser:
7 białek
1 szklanka cukru
1 cukier wanilinowy
2 budynie śmietankowe na 500ml mleka
3 duże jogurty greckie albo 3 śmietany 18% - ok 1l łącznie
Białka ubić z odrobiną soli; po dłuższej chwili dodać cukier i cukier wanilinowy, ubić na sztywną pianę. Następnie dodać oba budynie i wymieszać mikserem. Potem delikatnie dodać do piany ser, wymieszać powoli łyżką, wylać ser na ciasto - posypać startym ciastem wierzch i piec przez około godzinę, do zrumienienia się wierzchu. 


***
For one moment
I wish you'd hold your stage

With no feelings at all
Open-minded
I'm sure I used to be so free

Wash me away
Clean your body of me

Erase all the memories
They'll only bring us pain

And I've seen all I'll ever need

Stars and Stripes Pie

Kocham Polskę z jej zmiennymi pogodowymi humorami, kapryśnym latem, (czasem zbyt długą) srogą zimą, letnimi festiwalami o coraz lepszym line-upie, z jedynymi na świecie letnimi owocami, masłem które nadal jeszcze smakuje jak masło i niezliczoną ilością pięknych, nieodkrytych miejsc.
Jest jednak jedna rzecz, której Amerykanom niesamowicie zazdroszczę. Zazdroszczę im 4 lipca i całego rozmachu, z którym potrafią świętować obchody uzyskania niepodległości. To dla mnie całkiem fajny przykład na to, że można - może być ciekawie, można na wesoło, można z fajerwerkami - i to jest tak inne od tego naszego narodowego tkwienia w głębokim smutku, ubierania się wyłącznie na biało - czarno i podkreślania smutną miną jak bardzo się cieszymy z tego, że odzyskaliśmy niepodległość. Amerykanie mają ogólnie dość radosne podejście do życia co dość miło jest reprezentowane przez ich szerokie uśmiechy i chęć do pomocy (nawet jeśli zapytani o to jak się dokładnie pisze Marilyn Monroe literują MARYLAND). 
4 lipca traktują wręcz z nabożnością - nie widziałam nigdy takich ilości produktów wszelakich w kolorach bieli, niebieskiego i czerwieni jak właśnie przed nadejściem tego święta w Stanach. Były niezliczone flagi w rozmiarach wszelakich, gotowe kremy do zdobienia tortów, gotowe mieszanki ciast w trzech kolorach, a nawet trójkolorowy cukier...;) To ciasto jest średnio patriotyczne z naszego punktu widzenia, ale za to było tak urocze że trudno było mu się oprzeć. Wygrzebałam je wczoraj w czeluściach Internetu, dzisiaj upiekłam. Pragnę dodać, że po truskawki byłam na targu tuż po 7:30...;-)
Oryginalny przepis wymagał użycia, co następuje : gotowego mrożonego ciasta kruchego, puszkowanych jagód i puszkowanych czereśni. Czereśni nie lubię, a mrożone ciasto kruche to chyba jakiś przekręt...;-) zatem:
Ciasto kruche:
2 żółtka
100g masła
100g cukru pudru
200g mąki pszennej
1 łyżka śmietany 12%
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i cukrem pudrem. Dodać posiekane, schłodzone masło, żółtka i śmietanę, zagnieść gładkie, nieklejące się ciasto. Może okazać się, że potrzebna będzie większa ilość mąki - to nie wpłynie na smak ciasta. Najlepiej jest je schłodzić w lodówce przed wylepieniem formy. Ciasto dzielimy tak, by pozostała nam 1/4 ciasta którą rozwałkowujemy, wycinamy radełkiem paski o długości wystarczającej, by ułożyć je w poprzek ciasta i kilka gwiazdek. Tarta piecze się około 20 minut, elementy dekoracyjne - w porywach 8. 
Owoce
700g truskawek + galaretka truskawkowa
0,5l jagód + galaretka o smaku owoców leśnych
Galaretki rozpuszczamy każdą w szklance wody i pozostawiamy do przestygnięcia. Owoce należy wypłukać, truskawki - pozbawić szypułek i pokroić na połówki. Owoce dodajemy do galaretki kiedy ta zacznie już tężeć (można to łatwo sprawdzić - jeśli mieszając ją widzimy, że przy dnie zaczyna już tężeć, to jest to właściwy moment). Truskawki rozkładamy na 3/4 tarty, w pozostawionym rogu układamy jagody. Na gotowych owocach układamy upieczone już gwiazdki i paski.

***
w temacie 4 lipca, Stanów i wakacji...trochę wspomnień :-)
^Flagi są wszędzie. Na trawnikach przed domem, na sklepach, w sklepach...ta była jedną z największych jakie widziałam.
^ Bahia Honda jest powszechnie uważana za jedną najpiękniejszych plaż...na nas, zwłaszcza kiedy staliśmy tam na dole na piasku, aż takiego wrażenia nie zrobiła. Z góry prezentowała się znaaacznie lepiej ;) Ale gdzie jej tam było do....
^...plaży przy Fort Zachary Taylor. 
^Californication
^A to ta ładna droga, która jest w tyyylu filmach ;-)

Comfort food; truskawkowe pierogi

Jest połowa czerwca (no prawie, ale ostatnio zaskoczył mnie sam fakt że połowa 2013 jest już w sumie za nami), sezon truskawkowy dopiero się gdzieś zaczyna, zamiast sandałów lepiej ubierać kalosze, a owoce na bazarkach może i się piętrzą, ale ceny nad nimi osiągają wartości pyłu kosmicznego. 
I choć instytucje oświatowe poziomów wszelakich ledwo już zipią chwytając się niczym tonący brzytwy złudnego wrażenia dwóch miesięcy rozkosznego wolnego, studenci w panice kolekcjonują notatki przed sesją, choć te wakacje czuć już prawie na wyciągnięcie ręki...mało było u mnie ostatnio tego letniego comfort food. W ten weekend zatem nadrabiam, było już chyba moje absolutne top 3 letniego jedzenia, i nawet ten placek drożdżowy z olbrzymią ilością kruszonki, który od trzech lat jest nieodłącznym elementem lata. Były też zatem pierogi z truskawkami i waniliową śmietanką.
Pierogi z truskawkami
Ciasto:
1 żółtko
1 łyżka oleju
3 szklanki mąki
+gorąca woda
Suche składniki wysypać na stolnicę. Przygotować gorącą wodę; ma być gorąca, do tego stopnia by na początku zagniatanie ciasta było możliwe tylko przy pomocy noża. Składniki połączyć, najpierw przy pomocy noża, siekając - potem rąk. Wody należy dodać tyle, by ciasto było konsystencji ciastoliny.
 Jako wkład stosujemy dowolne owoce - truskawki, jagody, maliny...jakiekolwiek sezonowe, a Wasze ulubione. Ciasto rozwałkowujemy, wykrawamy z niego dowolnym okrągłym przyrządem o dowolnej średnicy (szklanka, wieczko...obojętnie) koła. Pierogi nadziewamy truskawkami bez szypułek, obtoczonymi w cukrze. Gotujemy przez około dwie minuty, od momentu gdy wypłyną na wierzch.


***

I look in the glass and stare at your strained, grey, motionless face and ask
Underneath, is there a golden soul?

Take care of the ones that you love

Everyone is beginning to breathe as I break down
You are in love with a shadow that won't come back

Sooner or later we all have to wake
Try forgetting everything
Underneath, there's a perfect sky

Baby, I'm leaving here
You need to be with somebody else
I can't stop bleeding here
Can you suture my wounds?