Niewidocznie. Blog Forum Gdańsk.

18 godzin w autobusie, 48 najszybszych w życiu godzin w Gdańsku, pełne 12 godzin snu w sztywnej hotelowej pościeli i spacery o ósmej rano po starówce, pan przewodnik po Stoczni który chciał mnie na siłę wysłać na wycieczkę i najbardziej pozytywnie zakręcony hostel w którym byłam.
I Blog Forum, na które się wybrałam, a wymieniam na końcu.
Wracając układałam w myślach tekst. Co napiszę, w jakiej kolejności, o czym, tu ironicznie, tu z żalem.
Siadając teraz, przy wybranych zdjęciach i z chwilą wolnego czasu który mogę poświęcić w końcu na napisanie posta (dzięki któremu dowiecie się przy okazji, że żyję i mam się nieźle, choć wychodzę z domu o 9 i wracam o 20) nagle nie wiem, co mam napisać.
Było fajnie? Banalnie.
Panele i dyskusje w których brałam udział były ciekawe, jasne. Poza, o czym wspomnieli już wszyscy, wykładem inauguracyjnym którego autorką była Rebecca Blood. Nie wiem dlaczego, ale brnęłam przez ten wykład w towarzystwie Asi jak przez coś wyjątkowo męczącego i nie mogłam się powstrzymać od spoglądania na zegarek. Wiem, to niekulturalne. Blogowy Hyde Park uważam za dobrą ideę, można skojarzyć osobę z prowadzoną przez nią stroną i to Ty - jako autor, masz wpływ na to w jaki sposób będą postrzegać Twój blog po prezentacji. 
Mogłabym wylewać tutaj żale na temat postrzegania blogerek kulinarnych jako pomniejszej, niezbyt istotnej grupy blogującej o mydle i powidle, niczym, że być może mamy nieco ograniczone horyzonty myślowe itd. Odniosłam nieprzyjemne wrażenie że traktuje się nas mniej poważnie aniżeli blogerów zajmujących się recenzjami iPadów, iPhonów i kontaktujących się ze sobą wyłącznie przez facebooka - trudno. Może jeszcze zbyt wiele spraw biorę do siebie. Ale żali nie będzie, bo nawet jeśli przez konferencję przeszłam niewidoczna i nie zaznaczyłam w żaden super-znaczący sposób swojej obecności, to zebrałam pewne przeżycia, wywłóczyłam się po Gdańsku, spędziłam cudowny weekend i kupiłam kolejny magnes na lodówkę do kolekcji "magnesów z miejsc odwiedzonych".
Może jestem za młoda.
Może jednak zbyt kontaktowa, otwarta, może wręcz natrętna w próbach poznania nowych ludzi.
Może już mam to do siebie, że tak szybko jak energicznie zawieram nowe znajomości, równie prędko wyparowuję z pamięci. 
Bywa.
Organizacyjnie należą się wielkie ukłony w stronę miasta Gdańsk. Moim zdaniem - perfekcja w każdym calu. Wybrane miejsce również mnie zaskoczyło, patrząc na zdjęcia w Internecie raczej nie spodziewałam się szału, a szał był - w środku. Naprawdę ciekawa miejscówka, choć nadal ciągnęło mnie w stronę Stoczni :P Bardzo podobała mi się też otwarta postawa krążących po konferencji osób odpowiedzialnych za organizację, przyjmujących wszystkie sugestie i będących nastawionych w stosunku do nas i naszej opinii z ciekawością. Minus? No, tutaj już bardziej zabawnie, schody. Jeśli kiedykolwiek będziecie uczestniczyć po miesiącach bezczynności w zajęciach ze stepu, dopilnujcie byście kolejnego dnia nie byli zmuszeni do wspinania się po dziesiątkach schodków. 
Wspomniana wyżej Rebecca, która była chyba najsłabszym punktem całego programu konferencji. Obronną ręką wyszły wszelkiej maści "ringi" dla mnie opinie bardzo ciekawe, budujące, chociaż z ringiem miało to, jak ktoś napisał, niewiele wspólnego. Przekazywane treści były określone przez jakieś granice i to było nieco odczuwalne - ale poruszana tematyka w przeważającej części ciekawa, poparta dobrą i solidną argumentacją w większości przypadków słusznie wybranych prelegentów.
Prelegentka Ewelina bardzo na plus. Obrona i atak godne pozazdroszczenia ;)
Dzień II zaczęłam od spaceru po Gdańsku i na konferencję dotarłam już po prelekcji Rafała Bryndala (czego teraz sama nie wiem czy żałuję czy nie), ale za to trafiłam na ring ze Skibą w roli głównej. Miłe zaskoczenie.
Dla mnie najbardziej atrakcyjnym punktem programu były warsztaty fotografii kulinarnej. Masa cennych porad, dotyczących zarówno stylizacji jak i używania światła, wypunktowanie najpopularniejszych błędów (dobrze swoją drogą wiedzieć co człowiek zrobił nie tak przy zdjęciach które uważał za idealne ;-) ). Z miejsca pozdrawiam Beatę i Lubo, niezwykłe ciepłe, otwarte i gotowe do dzielenia się swoją wiedzą osoby. To była dla mnie pierwsza okazja do pracy w warunkach studyjnych i przyznam, że było mi na początku dość nieswojo ale potem...efekt ostateczny wyszedł zadowalający i jak dla mnie, jest bardzo w porządku ;) Miejsca pracy:
GD
Jestem BTF

Nie jechałam osiemnaście godzin by mieć o czym opowiadać, wieczór integracyjny przespałam w hotelowym łóżku odbijając sobie kompletnie zarwaną noc poprzednią, zaskakująco wiele szczegółów uciekło mi po drodze z pamięci zanim zdołałam je zapisać. Dziękuję - za osobiste zaproszenie, za to że pomimo pierwotnej odmowy jednak dostałam miejsce gdy zdecydowałam się pojechać, za wspólne pchanie do autobusu w towarzystwie Kuchareczki, a panu który siedział w autobusie za mną - za kameralny koncert chrapania o trzeciej nad ranem. 

Do rychłego usłyszenia - tym razem będzie pewnie bardziej kulinarnie, bo w kwestii BFG to mogę tylko wspomnieć o nieprzyzwoicie dobrych ciastkach francuskich. 

13 komentarzy:

  1. Zazdroszczę, jak już napisałam w innym miejscu, możliwości bycia na BFG. A po przeczytaniu tej relacji najbardziej chyba zazdroszczę warsztatów fotograficznych i francuskich ciastek :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Arven,ja też przeszłam przez blog forum niewidocznie.Z powodu infekcji dość ostrej i z wrodzonego indywidualizmu,który nie pozwala mi do końca doceniać zalet zbiorowej integracji.
    Żałuję,że nie mogłam być na warsztatach fotograficznych.
    Nie mam żalów.Rozumiem blogerów technologicznych.Resztę odebrałam podobnie jak Ty.
    Pozdrawiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba Twoja szczera i osobista relacja. Na Forum nie byłam, buduję sobie jego obraz na podstawie opisów z różnych blogów. To fajne, że każdy jest inny.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie się czytało. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też kolekcjonuję magnesy! Zapoczątkowała to mama no i.. w teorii to jej magnesy. Ale to ja je zwożę do domu. ;P
    Podoba mi się twoja wypowiedź. Bardzo subiektywna, no i o to chodzi. :)
    *Ja też czasami mam wrażenie, że ludzie szybko o mnie zapominają. Jednak! - to tylko wrażenie! I tego chyba trzeba się trzymać. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mi się nie podobała dominacja technicznych. Myślę, że czas to zmienić. Mam pewien pomysł w tej sprawie, jak dogram parę szczegółów zaproszę wszystkich do projektu...

    OdpowiedzUsuń
  7. gdy spojrzałam na pierwsze zdjęcie - to pomyślałam sobie, że mam taki sam telefon i taką samą smycz z identyfikatorem. i pomyślałam też, że w sobotę chodziłam po tych samych gdańskich schodach i byłam w tym samym miejscu.
    lubię moje - niemoje miasto.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przejmuj się, nie tylko Ty bywasz zapominana. Ja tak sobie myślę, że to nie tyle nasza wina, co tych, co o nas zapominają. Łatwiej zapadają w pamięć typy agresywne i głośne, egocentryczne.
    Ciekawa relacja. Dobrze się czytało.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. fotografia kulinarna, co za specjalizacja! baardzo chciałabym wiżac udział w takich warsztatach

    OdpowiedzUsuń
  10. No wycieczkę, to niezłą sobie zafundowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. no kurcze, czemu to ja mieszkam w Gdyni? A nic nie wiedziałam o takich warsztatach? Jestem zła na siebie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Że też nie miałyśmy się okazji spotkać. Z Asią Kuchareczka się widziałam, ale my chyba się nie poznałyśmy na żywo... Szkoda.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Ha! Namiot Hyde Parku podczas pierwszych prezentacji! ;)

    OdpowiedzUsuń