Nigella vs. polski sport ; Tosty z masłem orzechowym i bananem

Dla większości mieszkańców Polski, przynajmniej tych którzy świadomie przeżywali tzw. Małyszomanię, połączenie bułka+banan zapala w głowie neon z napisem "skoki narciarskie". Kiedyś, oglądając kątem oka Nigellę przyuważyłam tosty z bananem (pierwsza reakcja - pfuj) i masłem orzechowym (druga reakcja - mam w domu chleb tostowy??). Robiąc je, pomyślałam sobie, że skoczek narciarski raczej by tego nie zjadł (kalorie kalorie) ale np. ktoś kto rąbie zawodowo drzewo miałby z tego śniadania wspaniałą bazę energetyczno-tłuszczową na niemal cały dzień. Ja nie rąbię drzewa. Ani nawet nie uprawiam zawodowo sportu, chociaż i przez tą fazę w swoim życiu przechodziłam i swego czasu należałam nawet do sekcji pływackiej. Nie przepadam też (shame on me) za Elvisem, którego podobno ulubionym tostem była właśnie ta kanapka. Ale uwielbiam masło orzechowe. I tosty. Na słodko i na słono...
Tosty z masłem orzechowym i bananem /porcja dla 1 osoby/
2 kromki pszennego chleba tostowego
Łyżka masła orzechowego
Łyżka masła 
1 średni banan
Chleb tostowy lekko podpiec w tosterze. Posmarować obie kromki masłem orzechowym, na tym ułożyć pokrojonego w plasterki banana. Tost posmarować z obu stron masłem i usmażyć na złoto na teflonowej patelni.
P.S. Wybaczcie ilość zdjęć, były wyjątkowo fotogeniczne :-)

Wesołych świąt!

Mam nadzieję, że spędzicie te święta dokładnie tak, jak to sobie zaplanowaliście.
Bez zbędnych konfliktów, niedopowiedzeń.
Mam nadzieję, że na Waszym świątecznym stole niczego nie zabraknie...
...a już na pewno, że nie zabraknie pod choinką pakunków z Waszym imieniem ;)
Życzę Wam przede wszystkim zdrowia, bo bez niego brak jest sił, aby realizować dalsze plany.
Konsekwencji w dążeniu do celu, nawet jeśli droga do niego jest długa i wyboista.
W tym nowym, nadchodzącym roku życzę Wam spełnienia marzeń
- ale nie wszystkich. Niech zawsze pozostanie to jedno, którego spełnienie będzie nadawało sens życiu w chwilach, gdy dopadnie Was kompletne zwątpienie.
I życzę Wam przebojowego wejścia w Nowy Rok - nawet nieco chwiejnym krokiem ;)

P.S. Przy tej okazji chciałam podziękować Wam wszystkim, którzy wspierają mnie Tutaj i współtworzą mojego bloga. Gdyby nie Wy, już dawno bym zrezygnowała. Nadajecie sens tym wszystkim działaniom, bo nawet pasja niewiele jest w stanie zdziałać, gdy jej efekty trafiają w próżnię. 

Ożesz...orzeszki!

Jakie smaki łączycie bezpośrednio ze świętami?
Pokolenie dorastające za czasów PRLu najczęściej przywołuje pomarańcze. Inni czekoladę. Niektórzy wolą śledzie, karpia, barszcz, grzybową albo postne pierogi. 
W moim domu podczas świątecznych przygotowań orzechy są przetwarzane w ilościach powszechnie uznawanych za hurtowe. Właściwie w każdym wypieku znajduje się orzechowy akcent (chociaż o to akurat nietrudno, bo pieczemy jak i gotujemy niewiele - do 300 pierniczków czy 400 pierogów nam daleeko) i dlatego jedną z pierwszych rzeczy które przychodzą mi do głowy na myśl o świętach są właśnie orzechy. 
Orzeszki, kiedy posiada się już właściwą formę, są banalne w przygotowaniu. Formy do orzeszków (patelnie do orzeszków) są dostępne na allegro. 
Orzeszki /ok. 60 sztuk/
4 żółtka 
500g mąki 
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka octu 
200g margaryny 
1/2 szklanki cukru pudru 
4 łyżki gęstej śmietany (18%) 
Wyrobić ciasto, uformować kulę, zawinąć w folię i odłożyć na pół godziny do lodówki. Po tym czasie odrywać z ciasta kawałki i formować kulki wielkości wiśni. Wrzucać je do rozgrzanej formy i smażyć z obu stron przez ok. 1,5 - 2 minuty, do zrumienienia. Kiedy wystygną, odciąć po brzegach nadmiar ciasta.
Masa orzechowa:
100g masła 
10 łyżek mleka
150g cukru pudru  
150g zmielonych orzechów  
Mleko podgrzać w rondelku, dodać do niego masło i poczekać aż się połączy. Rozprowadzić cukier puder, dodać orzechy i starannie wymieszać. Aby masa była bardziej wyrazista w smaku, można do niej dodać odrobinę alkoholu. Ilość pozostawiam waszym upodobaniom ;) Masę odstawić do ostygnięcia na minimum godzinę-półtorej. Dopiero chłodną przekładać orzeszki i składać.
Niektórzy sugerują, aby podawać je posypane cukrem pudrem i polewać roztopioną czekoladą - dla mnie to już przesadyzm. Zdecydowanie najlepiej smakują w takiej postaci ;) 

niezbyt wigilijnie i mało świątecznie...

...już wkrótce kontynuacja ;-)
spróbujcie zgadnąć co się szykuje...

Rodzynkowo-czekoladowe ciągutki

W tym roku grudzień upływa mi nietypowo. W zeszłym moim jadalnym podarkiem były misternie przyozdobione pierniczki. Ale (chociaż w przypadku niektórych ciast mi się to zdarza) jakoś perspektywa pieczenia trzeci rok z rzędu pierników wcale mnie nie cieszyła. I w ogóle jakieś te świąteczne przygotowania są mało świąteczne. Wracając do domu po zmroku, dzisiaj jadąc 50km nie zauważyłam ani jednego oświetlonego domu. W szale przygotowań do matury, wśród lektur i ćwiczeń znajduję tylko czas na ostatnie świąteczne zakupy (i prezentów niektórych wciąż brak) i od kilku tygodni - na wypiekanie próbnych prezentów. Te ciasteczka też były upieczone w tym celu, i chociaż wyglądem nie powalają na kolana, nadrabiają smakiem. Nie wierzyłam w te "cudownie miękkie i ciągnące w środku ciastka" dopóki nie wyciągnęłam ich z piekarnika. Są na pewno warte upieczenia.
Rodzynkowo-czekoladowe ciągutki /24 ciasteczka/ 
1/4 szklanki miodu
1 szklanka rodzynek 
1/2 szklanki brandy 
115g miękkiego masła
1 łyżeczka cynamonu
180g białej czekolady 
3 łyżki gorzkiego kakao
1,5 szklanki mąki pszennej  
1/4 szklanki brązowego cukru
3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli gruboziarnistej 
cukier kryształ do obtoczenia 
Brandy zagotować z rodzynkami i odstawić do ostygnięcia. W misce wymieszać mąkę, kakao, sól i cynamon. Miękkie masło utrzeć na jasną, puszystą masę z cukrem. Powoli dodać miód, odczekać aż się połączy. Potem stopniowo dodawać mąkę. Rodzynki odcedzić, dorzucić do masy, potem wmieszać pokrojoną w drobną kostkę czekoladę. Formować dłońmi ciasteczka dowolnej wielkości (Martha Stewart sugeruje na jedno ciasteczko przeznaczyć dwie łyżki ciasta) obtaczać je w cukrze i wykładać na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec ok. 15-18 minut, do momentu w którym nieco urosną i zaczną pękać. W przypadku tych ciasteczek istotna jest każda minuta. Kiedy zauważycie, że cukier i czekolada zaczynają się karmelizować i przypalać (tworząc czarne brzegi) niezwłocznie wyciągnij ciastka z piekarnika. Nie będą wtedy ciągnące w środku, ale nadal zjadliwe ;)
Tuż po upieczeniu, jeszcze ciepłe są najlepsze - z wierzchu mają cudowną, chrupiącą skórkę, a pod spodem - jeszcze ciepłe, niemal płynne wnętrze.


Vintage baking; rurki z kremem

Rurki z kremem to taka standardowa pozycja w większości cukierni. Im częściej jednak je widuję, tym pewniejsze jest to, że wybiorę coś zupełnie innego. W cukierniach nie znoszę oszukanej masy maślanej na margarynie. I miękkiego, nawilgłego ciasta. I zbrylonego cukru pudru. Spotkałam się też z dziwnym tworem zwanym dumnie "rurką z kremem" a składającym się z waflowej rurki nabitej ptysiową masą. Jedyna złotówka w osiedlowym sklepie, zjedz, wyrzuć woreczek i zapomnij. Ekspertem w dziedzinie rurek z kremem jest moja Mama. Ja nie mam cierpliwości. Ani do nawijania ciasta na foremki. Rwie się, nie chce się wałkować, a bo tu się przykleja a tam odrywa. Dlatego rurki w zasadzie są autorstwa mojej Mamy. Najlepsze.
Rurki z kremem (porcja na ok.40 sztuk)
Ciasto:  
250g margaryny 
 500g mąki pszennej 
250ml śmietany 18%
Wyrobić ciasto, odstawić do lodówki na ok. 3 godziny. Ciasto cienko rozwałkowywać i nawijać na formy (takie foremki można kupić w większych marketach i sklepach z różnym drobnym sprzętem domowym; kosztują ok. 5-7 zł za dziesięć sztuk). Piec na złoty kolor (co zajmie od 15 nawet do 40 minut w zależności od piekarnika)
Rurki nadziewać masą maślaną za pomocą szprycy i odstawić do stężenia na ok. godzinę. Przed podaniem posypywać po wierzchu cukrem pudrem.

Puste, upieczone korpusy mogą leżeć w chłodnym miejscu, na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce i przykryte czystą, suchą ściereczką nawet do trzech dni przed nadziewaniem. 

Santa Cookies; żurawina i migdały

Amerykańskie filmy familijne mają w sobie pewną magię. Nawet jeśli są do bólu kiczowate i opowiadają znaną wszystkim na wylot historię, ogląda się je zawsze tak samo przyjemnie. Oglądanie w pewnym okresie roku (tak, właśnie teraz - zimą, gdy za oknem zaspy po kolana, z kubkiem herbaty z miodem i cytryną w zziębniętych dłoniach) sprawia, że od razu robi się człowiekowi cieplej na duszy. Mogłabym oglądać w nieskończoność perypetie Griswoldów czy słynnego już Kevina ;)
W filmach typowo dziecięcych, w kreskówkach czy krótkometrażowych produkacjach pojawia się natomiast dość ciekawy motyw - zwyczaj (podejrzewam że pielęgnowany wyłącznie w filmowej rzeczywistości) pozostawiania ciasteczek dla Mikołaja - koniecznie ze szklanką mleka. Rano zawsze pozostawały okruszki i odrobina mleka na dnie szklanki - a obok łóżka stos prezentów. Z powodu dzisiejszego święta - i okazji, by Kogoś tymi ciasteczkami obdarować (i nie był to święty Mikołaj!) - upiekłam migdałowo-żurawinowe ciastka. 
Kruche ciastka z migdałami w miodzie i żurawiną /ok.40 sztuk/
żurawina:
2 łyżki sherry 
180g suszonej żurawiny
skórka otarta z 1/4 pomarańczy
 migdały:
30g masła 
1/2 szklanki miodu 
160g płatków migdałowych
1/2 łyżeczki gruboziarnistej soli
1/2 łyżeczki esencji waniliowej
ciasto: 
230g masła 
50g cukru pudru 
380g mąki pszennej 
Żurawinę zalać alkoholem i wymieszać ze skórką pomarańczową. Zostawić pod przykryciem na godzinę. Płatki migdałowe lekko uprażyć na suchej patelni. W rondelku połączyć masło i miód, podgrzewać do czasu aż nabierze bursztynowej barwy. Wtedy dodać sól, esencję i na końcu połączyć z migdałami. Masę wylać na pergamin, rozsmarować dość cienko i odstawić na pół godziny do ostygnięcia. Miękkie masło utrzeć z cukrem, dodać żurawinę i stopniowo dodawać przesianą mąkę. Do mieszaniny wsypać płatki migdałowe. Jeśli wasza masa miodowo-migdałowa bardzo stwardnieje, możecie spróbować posiekać ją nożem. Ja odrywałam kawałki ciągnącej się masy i stopniowo dorzucałam je do ciasta, żeby równomiernie się rozłożyły. Gotowym ciastem wylepić wyłożoną papierem do pieczenia dużą blachę, a następnie tak zawinąć brzegi do środka, żeby ciasto zawinęło się w podłużny rulon. Ciasto trzymać w lodówce ok. 3 godzin (wtedy najlepiej się kroi) i następnie odkrawać dużym nożem ciastka - dowolnej grubości, byle mniej więcej równej, wtedy najlepiej się pieką. Piec w 150 stopniach ok. 30-35 minut. 

 ...a potem możecie Kogoś nimi obdarować ;)

Chaos; czasoucieczki

5 grudnia jest 339. (w latach przestępnych 340.) dniem w kalendarzu gregoriańskim. Do końca roku pozostaje 26 dni.
Obchodzi się wówczas międzynarodowy dzień wolontariusza, a na Haiti - święto jego odkrycia. 
5 grudnia 1867 urodził się Józef Piłsudski.
5 grudnia 1901 urodził się Walt Disney
5 grudnia 1929 urodził się - mój ukochany reżyser zresztą - Stanisław Bareja.

5 grudnia 1992 roku, dokładnie osiemnaście lat temu
urodziłam się Ja.


Dziś bez przepisu. Dzisiaj garść myśli na nadchodzące dni. Teoretycznie dorosłe.
Wkrótce zapraszam na...